Dwanaście miesięcy za nami…

Rok temu, w nocy z 12 na 13 września Moje Maleństwo zaczęło dobijać się na ten świat.

I tak walczyłyśmy razem przez kilkanaście godzin. Około godziny 15 zabrano mnie na salę operacyjną, a już o 15:50 wyciągnięto Ją z mojego brzuszka. Urodziła się w czepku. Lekarz od razu zapytał mnie, czy miał być chłopiec, czy dziewczynka. Odpowiedziałam, że dziewczynka, a on mi na to, że mam niespodziankę, bo jest chłopiec. Oczywiście żartował. Jedyne o co się zapytałam, to czy jest z Nią wszystko w porządku, na co lekarz odpowiedział mi: „No chyba pani słyszy jak krzyczy, ma Pani zdrową, piękną córkę z dużymi oczami i długimi rzęsami”. Wyczyszczono Ją, ubrano i przysunięto mi Ją do twarzy, a Ona zaczęła wysuwać swój mały języczek i mnie całować. Nie istnieją słowa, które pozwoliłyby mi opisać, co wtedy czułam. Łzy płynęły mi ze szczęścia. Po chwili zabrano Ją, a ja jedyne o czym myślałam, to czy czuje się bezpiecznie. Chciałam jak najszybciej przytulić Ją do siebie i poczuć zapach i ciepło maleńkiego ciałka, które jeszcze przed chwilą było częścią mnie. Poczuć bicie malutkiego serduszka, które jeszcze przed chwilą biło pod moim sercem.

Po chwili (która podobno trwała godzinę, ale dla mnie była ułamkiem sekundy) przewieziono mnie na korytarz, gdzie mogłam być już z Moją Małą Kruszynką. Położna pomogła przystawić mi Ją do piersi, ale niestety nie potrafiła jej uchwycić, po chwili wtuliła się i zasnęła w moich ramionach. A ja napawałam się Jej maleńką główką w białej czapeczce, malutkimi łapkami i paluszkami, oczkami, na których łuszczyła się skórka, różowiutkimi policzkami, malutkim noskiem. Nie mogłam przestać się w Nią wpatrywać. Upajałam się Jej zapachem. Pomimo tego, że byłam wyczerpana po zabiegu, nie chciałam wypuścić Jej ze swoich ramion. Świat wokół mnie nie istniał, byłam tylko ja i Ona, Moja Mała Córeczka. Nie potrafiłam uwierzyć w to, że stałam się matką tak maleńkiej i bezbronnej Istotki.
Na noc zabrali mi Moje Maleństwo, żebym się wyspała i wypoczęła. Niestety, nie było to możliwe, ponieważ zaczęłam się martwić, że coś jest z Nią nie tak skoro mi Ją zabrali. Cały czas się zastanawiałam, kiedy mi Ją dadzą z powrotem, bo wszystkie dziewczyny miały swoje dzieci obok siebie. Więc i tak nie zmrużyłam oka. Na szczęście, rano miałam Ją już tylko dla siebie i tak jest do dzisiaj.
Minął rok, a ja nadal nie mogę oderwać od Niej wzroku. Uwielbiam trzymać Ją w swoich ramionach, przytulać (chociaż teraz ciekawość świata często zwycięża z mamą), czuć Jej zapach i delikatną skórę. Kocham całować Jej małe stópki i rączki. Kocham Ją miziać i głaskać. Kocham robić z Nią „noski, noski”. Kocham każdy Jej uśmiech. Kocham patrzeć jak śpi. Kocham w Niej po prostu wszystko. Jedyne co się zmieniło to to, że z każdym dniem kocham Ją coraz mocniej, chociaż wydaje mi się, że już mocniej się nie da. A jednak się da, bo przecież matka potrafi rzeczy niemożliwe.

Co zmieniło się w dwunastym miesiącu życia Amelushki?
  • zrobiła pierwsze samodzielne kroki i zaczyna już chodzić, jeszcze ma trochę problemy z równowagą, ale zawzięcie ćwiczy
  • robi „noski, noski”
  • przytula pluszaki
  • ogólnie zrobiła się z Niej ogromna przytulacha
  • chce wszystkiego dotknąć i wszystko spróbować
  • buntuje się, gdy coś jej się zabiera
  • denerwuje się, gdy nie chce jej się czegoś dać lub iść tam gdzie chce
  • (nareszcie) z chęcią je owoce
  • uwielbia jeździć na swoim nowym rowerku – pandzie
  • uwielbia tańczyć
  • nauczyła się włączać kołysanki w niani elektronicznej
  • po każdej drzemce robi siusiu do nocniczka, a czasami nawet kupkę
  • gdy nie chce już dalej jeść, zdejmuje sobie śliniak
  • uwielbia kwiatki (szczególnie je zrywać)
  • potrafi sama zjeżdżać na zjeżdżalni
  • uwielbia bawić się w piaskownicy

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest