A wszystko przez ten katar…

Miał powstać pozytywny tekst, taki ku pokrzepieniu serc, o tym jak to marzenia się spełniają. Jednak coś poszło nie tak. Zawiodłam się na całej linii. Spotkał mnie zawód, zresztą bardzo bolesny w skutkach, spowodowany pewnymi niedoborami rynkowymi. Na rynku co to niby poprzez swe zróżnicowanie jest w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby. A jednak nie w moim przypadku.

Ot taka zwykła rzecz – chusteczki higieniczne. Z pozoru nie ma się do czego przyczepić, wchodzimy do sklepu i naszym oczom ukazuje się szeroki wachlarz chusteczek, począwszy od minimalistycznego design’u, a skończywszy na pstrokatym. Każdy znajdzie coś dla siebie, 2-warstwowe dla przeciętnego klienta, a dla tego bardziej wybrednego 4-warstwowe, perfumowane. Jednak gdy przyjdzie co do czego, okazuje się, że ten szeroki wachlarz kończy się na kolorach i kształtach opakowań, a zawartość pozostawia wiele do życzenia.

Mój nos, bynajmniej niezbyt wybredny klient, znalazł się ostatnio w sytuacji kryzysowej, miał silną potrzebę czegoś wyjątkowego, ekstra miękkiego. Niestety, łagodne chusteczki z rumiankiem, czy delikatne z balsamem i aloesem okazały się wcale nie lepsze od przeciętnego papieru toaletowego. Zaczęłam się więc poważnie zastanawiać, jak to możliwe, że jeszcze do tej pory nikt nie wypuścił na rynek produktu, który nie traktuje naszej skóry jak peeling złuszczający. Z całym szacunkiem do tego typu peelingów, bo mają one świetne właściwości, o ile tylko nie musimy ich robić kilkanaście razy dziennie.

Dlaczego nikt nie pomyślał o chusteczkach bardziej luksusowych, z jedwabiem bądź kaszmirem? Być może z obawy, że taka inwestycja okazałaby się mało rentowna, bo podaż przewyższałaby popyt. Myślę jednak, że z odpowiednią reklamą wszystko dałoby się zrobić. Jak zresztą widać na przykładzie owych chusteczek z rumiankiem, aloesem, czy też z postaciami z „Frozen”, które mimo wyższej ceny, stale utrzymują się na rynku.

Ja, w obecnej sytuacji, na pewno zainwestowałabym w taki luksusowy produkt. I to nie przez wzgląd na estetykę, która bynajmniej jest niemniej ważna, bo zapewne przyznacie mi rację, że czerwona opuchnięta bulwa ze strupkami w komplecie nie wygląda zbyt atrakcyjnie. Głównym powodem, stojącym za moją decyzją, byłoby pragnienie uśmierzenia dolegliwości bólowych, które w połączeniu z bólem gardła i głowy tworzą połączenie, które matce wprost nie przystoi. Bo jak powszechnie wiadomo, pierwsze przykazanie dekalogu matki to „nie choruj”.

Kolejną kwestią jest brak leków, co to w jedną dobę potrafią chorą matkę karmicielkę postawić na równe nogi, z których już nic nie jest w stanie jej zwalić. Nawet chore dziecko, które potrzebuje jej wsparcia i ciągłej uwagi, bo przecież matka jest lekiem na całe zło. I mimo iż nie ma siły ruszyć ręką, ani nogą, nie mówiąc już o podniesieniu się z łóżka, nie ma innego wyjścia, jak tylko spiąć pośladki i wykazać się wyjątkową siłą, kreatywnością i cierpliwością w celu zaspokojenia potrzeb dziecka, które już od ponad tygodnia siedzi w domu i trudno mu dogodzić.

Ja więc, w oczekiwaniu na cudowne uzdrowienie, ostatkiem sił, nie rozstając się z chusteczką, dwoję się i troję, aby ulżyć mojemu dziecku w cierpieniu. Podaję leki, inhaluję, oklepuję, wycieram nosek, a nawet uciekam się do, przez niektórych uważanego za barbarzyństwo, odciągania kataru za pomocą odkurzacza. Robiąc to wszystko, staram się okazywać największą czułość i cierpliwość, mimo iż czasami aż się we mnie gotuje, bo brak mi siły perswazji, aby przekonać mojego małego uparciuszka, że ten syropek jest pyszny, a inhalacje ułatwiają oddychanie.

Jeszcze na dodatek, ten męczący kaszel, na który również nie istnieje magiczne lekarstwo, co to przyniesie spokój duszy prychającej matce, która w nocy mało się nie udusi, bo powstrzymuje go ile sił w płucach, a gdy już naprawdę musi, chowa głowę pod poduszkę i kołdrę, żeby móc sobie ulżyć. A wszystko po to, aby nie zaburzyć snu chorego malucha. Ten błogi stan jest na wagę złota, głównie ze względu na jego zdrowotne właściwości, nie tylko dla dziecka, ale również dla matki, której pomaga zachować równowagę psychiczną. Dlatego tak bardzo go doceniam.

Pora snu jest jedynym czasem, kiedy nie słyszę „chcę do mamusi”, które, nawiasem mówiąc, samo w sobie uwielbiam, ale istnieją dwa warunki. Po pierwsze, gdy nie jest wypowiadane tysiąc razy dziennie, a po drugie, gdy już po sekundzie nie następuje: „nie lubię mamy, idź sobie”. Na szczęście, jak to z prawdziwymi kobietami bywa, za chwilę zmienia zdanie, przychodzi i sie przytula, ale ta zmienność naprawdę potrafi wyprowadzić z równowagi. W takich momentach ja sama chciałabym do mamusi, która ugotuje ciepły obiadek, zrobi herbatę z sokiem malinowym i każe leżeć w świeżej pościeli.

Czasami mam ochotę krzyknąć, że już nie mogę, nie wytrzymam. Ale co z tego? Co mi to da? Nie wytrzymam i co? Tutaj aż samo ciśnie się na usta, że popuszczę, ale nie brzmi to dla mnie ani trochę zabawnie, biorąc pod uwagę fakt, że infekcja zbiegła się w czasie z ogromną niechęcią, a wręcz szeroko zakrojonym buntem przeciwko pieluchom, co oczywiście nie zawsze idzie w parze z sygnalizowaniem swoich potrzeb, czy ochoczym siadaniem na nocniku lub też toalecie.

A pomyśleć, że kiedyś lubiłam ten czas siedzenia w domu podczas choroby. Wtedy ani ten cieknący katar z poranionego nosa, ani ten kaszel, ani ten ból głowy i gardła nie były żadnym problemem.

A wszystko przez ten katar 1

A wszystko przez ten katar 2

A wszystko przez ten katar 3

A wszystko przez ten katar 4

A wszystko przez ten katar 5

A wszystko przez ten katar 6

A wszystko przez ten katar 7

A wszystko przez ten katar 8

A wszystko przez ten katar 9

A wszystko przez ten katar 10

A wszystko przez ten katar 11

 

 

 

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • U nas cały zeszly rok szkolny był pod znakiem chorowania. Mam nadzieję, że w tym roku będzie lepiej, a Wam życzę szybkiego powrotu zdrowia!
    P.S. Świetny ten misiek z zębami! 😉

    • U nas jakoś ostatnio pogorszyła jej się odporność 🙁 Już się zastanawiam nad czymś, co by ją wzmocniło. A misiek z zębami to Ikea 🙂

  • U mnie prawie cała rodzina ma katar, w tym najmłodsza Sara. Gaja przyniosła z przedszkola przeziębienie i tak się zaczęło. Oczywiście najbardziej cierpi tatuś ;). Zdrówka życzę!

    • U nas zaczęło się od zwykłego kataru i przeszło na zapalenie uszu i oskrzeli, więc nie obyło się bez antybiotyku. I tak siedzimy już drugi tydzień w domu 🙁 Wam również życzę zdrowia 🙂

  • No fakt, że nie ma leku co to matkę w jeden dzień na nogi podniesie to zbrodnia! Co do chusteczek, to chyba przed większym katarem żadna nie uchronią nosa przed szczypaniem!

    • Powinien w końcu ktoś o tym pomyśleć, bo chora matka w połączeniu z chorym dzieckiem i to jeszcze sami w domu to mieszanka wybuchowa 😉

  • Kuncio com

    Katar to masakra. Nieprzespana noc to pewniak, a po takiej nocy wstawanie do pracy to masakra.

    • Ja zawsze po nieprzespanej nocy marzę tylko o odpoczynku, ale niestety się nie da 🙁

  • Eh, matki to nawet chorować nie mogą, bo kto zajmie się domem i dziećmi? Mnie bierze chyba dzisiaj jakiś wirus i powoli rozkłada na łopatki, a jeszcze muszę tyle rzeczy zrobić na jutro…

    • Zgadzam się w 100%. najgorsze w tym wszystkim jest to, że brak odpoczynku nie działa dobrze na organizm, przez co proces zdrowienia trwa dwa razy dłużej.

  • Niestety, rodzic nie ma komfortu chorowania. Zwłaszcza jak ma małe dziecko, które nie rozumie, że czasem istnieje potrzeba wzięcia sobie wolnego.

    • Szkoda, że w takich sytuacjach nie można iść na zwolnienie 🙂

  • Katar to masakra, ale katar w ciąży to tragedia!!
    Mam swoje specyfiki, które pomagają zawsze ale… w ciąży ich stosować nie mogę. Odkąd zaczęliśmy przepalać w domu i uruchomiła się podłogówka powietrze w domu stało się bardziej suche co od razu odczuły moje nozdrza. Ach! Już boli gardło od oddychania przez usta 😛

    • Suche powietrze to tragedia dla nosa. A nie macie żadnych nawilżaczy? A jakie masz sprawdzone specyfiki na katar? Ja z chęcią bym je wypróbowała.

  • Och, bardzo współczuję. Chora matka + chory mały uparciuszek to istna kląska 🙁 Życzę zdrówka dla Was obojga!

  • Niestety, nadchodzi jesień a z nią przeziębienia :/ Katar to koszmar! I zgadzam się co do husteczek, też w takich kryzysowych chwilach chętnie skorzystałabym z czegoś bardziej delikatnego!

    • Dokładnie, katar to koszmar. Ja jako dorosła osoba, sama go nie lubię, a co dopiero małe dziecko, które jeszcze nie potrafi samo wydmuchać nosa.

  • Mój Xav też właśnie złapał ten okropny katar… najgorsze są noce, bo budzi się biedny z płaczem i nic nie da sie robić. Zdrówka dla Was oboje!

    • Dziękujemy <3 Dla Was również zdrówka. U nas noce też były najgorsze, bo wszystkie nieprzespane 🙁

  • NIestety zaczął się sezon na przeziębienia i choroby 🙁 Trudna sytuacja- dla mamy i dziecka. Ile razy jestem chora, marzę aby się położyć i odpocząć, zebrać siły, ale to trochę ciężkie , gdy dziecko jest w domu 🙂 Z kolei choroba dziecka to wzmożony gorszy humor, złe samopoczucie i tak bardzo chcemy ulżyć, ale potrzebny też jest czas na wyleczenie. Życzę dużo zdrówka i oby szybko poszły od Was choróbska 🙂

    • Dziękujemy <3 Już powoli wychodzimy na prostą, ale trochę to trwało. Przyznam szczerze, że ja też marzyłam o położeniu się i zregenerowaniu sił, ale niestety zamiast siebie, musiałam "ratować" dziecko 😉

  • Dużo zdrowia wam.życzę. ja to już odpuscilam szukania chusteczek. W razie kataru zadowalam sie papierem:)

    • Dziękujemy 😉 Już wychodzimy na prostą 🙂 A jeśli chodzi o papier, to on potrafi być znacznie delikatniejszy, niż chusteczki 😉

  • Kochane Dzieci

    Cześć! A ja uwielbiam te najprostsze chusteczki – bez żadnego zapachu. Chociaż za kaszmirowymi chusteczkami jestem za!:) Może warto powrócić do starych czasów, kiedy panowie mieli na swojej klapie świeżą chusteczkę na w razie ‚w’:) A tak wracając do głównego wątku, to mam sposób na ten katar i przeziębienia – po prostu zdrowe odżywianie (czyli proste produkty, w jak najmniej przetworzonej postaci)! Oczywiście to nie jest magiczny lek, po spożyciu którego od razu widać efekt. Ale z drugiej strony warto, bo odkąd tak jemy całą rodziną, to przestaliśmy chorować i brać leki. Moja trzylatka na przykład nigdy nie miała poważniejszego przeziębienia i nie brała żadnych leków (tak – ŻADNYCH:) Pozdrawiam zdrowo wszystkie mamy, dla których nie przewidziano urlopu chorobowego:)

    • My staramy się zdrowo odżywiać, bo ja mam na tym punkcie małego fisia 🙂 I przyznam szczerze, że dopóki miała małą styczność z dziećmi, to nie chorowała. A teraz głównie zaraża się od dzieci żłobkowych, pomimo iż sama nie chodzi do żłobka, ale u dzieci tak naprawdę niewiele trzeba, aby przenieść chorobę.
      A jeśli chodzi o dawne czasy i chusteczki, to tak się zastanawiam, czy byłyby one praktyczne, bo przecież trzeba by było je prać 🙁 No chyba, że Ci panowie by się tym zajęli 🙂 Co o tym sądzisz?