Zostawił nas, więc mamy tylko siebie

Wsiadł do samochodu, zamknął drzwi, uruchomił silnik i odjechał. Zostawił nas. Same. Z dala od domu. Z dala od codzienności. Zresztą to ja podjęłam taką decyzję. Uznałam, że tak będzie łatwiej, lepiej. Że będę bardziej szczęśliwa. Ja i ona, nasza mała córeczka, bez której nie wyobrażam sobie życia. Ona daje mi siłę i odwagę. Jest moim powietrzem, bez którego nie potrafię żyć, którego każdy oddech daje mi niewiarygodny spokój.

Miałam dość ciągłego bałaganu, centymetrowej warstwy kurzu na meblach, piasku przyklejającego się do bosych stóp, potykania się o zabawki, nieumytych okien, sterty brudnych naczyń, całego kosza prania, góry prasowania, martwienia się o to, żeby każdego dnia był smaczny obiad na stole. Miałam dość niedokończonych projektów, nieprzeczytanych książek, zaległych gazet wyzierających z każdego kąta mojego domu. Miałam dość stojącego w salonie orbitreka, który patrzył na mnie potępiającym wzrokiem, mówiącym „jak to? dzisiaj też nie znajdziesz dla mnie czasu?”. Jeszcze na dodatek, te codzienne wyjścia na plac zabaw, zakupy w osiedlowym sklepie, posiłki zjadane w pośpiechu, cała lista planów odkładanych na wieczne jutro. Miałam dość ciągłej pogoni za doskonałością. Miałam po prostu dość codzienności.

Miałam dość przeświadczenia, że skoro nie chodzę do pracy i siedzę w domu, to zmęczenie mi nie przysługuje. Bo niby co mnie tak bardzo męczy? Zajmowanie się domem? Zabawa z dzieckiem? Wspólne spacery? Gotowanie? A może te wszystkie przyjemności, jak szycie, szydełkowanie, czytanie książek, czy prowadzenie bloga?

Nie, nie. To nie te codzienne zajęcia były powodem mojego znużenia. Wyczerpywał mnie nadmiar rzeczy, pośród których ginęło moje „ja”. Te cztery ciemne ściany, które zabierały mi spokój i zakłócały przejrzystość myśli. Ten brak poczucia, że jestem u siebie. Męczył mnie brak rozmów, mających znaczenie, ciągłe pretensje, narzekanie, wzajemne obwinianie. Męczył mnie brak wspólnych posiłków, gier, czy filmów. Męczył mnie brak celebrowania codziennych chwil. Ta codzienność nas tak pochłonęła, że w którymś miejscu nasze drogi rozminęły się, a może po prostu na rozstaju dróg poszliśmy w dwie różne strony.

To nie było „dość” z rodzaju „już nie mogę, już dłużej nie wytrzymam, rzucam wszystko w cholerę i odchodzę”. Ja tylko chciałam na chwilę się oderwać, by odpocząć i zatęsknić. Chciałam mniej, wolniej, uważniej. Chciałam przez chwilę nic nie robić, poukładać swoje myśli. Nabrać dystansu, żeby spojrzeć na wszystko trzeźwym wzrokiem. Nie potrzebowałam zmian, nowości, czy dodatkowych wrażeń. Nie potrzebowałam motywacji, bo tej mam aż w nadmiarze, tyle że mogłabym obdarować wszystkich wokół. Potrzebowałam spokoju, leniwych chwil, spędzonych razem, ramię w ramię.

Niestety, nie do końca się udało. Razem było niemożliwe. Tak zadecydowaliśmy. On sobie, a ja sobie. Mam swój spokój, powolne chwile, ale nie ma w tym wszystkim jego. Mam za to ją, moją największą miłość, naszą małą córeczkę. Mam ją na wyłączność. Mogę przytulać ją do woli, cieszyć się każdą chwilą spędzoną razem, a każda z nich jest wyjątkowa. Jak z daleka biegnie w moim kierunku z uśmiechem na ustach, radośnie krzycząc mama, i wpada w moje ramiona. Gdy spontanicznie przytula mnie i mówi „kocham cię”. Gdy leżymy razem na łóżku i patrzymy sobie w oczy. Gdy bierze mnie za rękę i mówi „mamo, idziemy już” albo krzyczy z drugiego pokoju „mamooo, choć do mnie”. Gdy podbiega do mnie i niespodziewanie daje mi buziaka. Teraz mogę zasypiać i budzić się, mając ją obok siebie. Uwielbiam gdy w nocy czuję jej zapach i oddech, gdy kładzie na mojej twarzy swoją małą rączkę, żeby wiedzieć, że jestem obok. Teraz to ja jestem lekiem na całe zło.

Ale nawet nie wiem, jakbym się starała, to i tak nie zastąpię jej taty, który jest jej całym światem. I bez względu na to, co się stanie, co zrobi, czy powie, to się nie zmieni. Zostawiając nas, zburzył cząstkę tego świata, zabrał ze sobą jeden kawałek układanki, chcąc jej pokazać, że jest silna, że da radę bez niego.

Moja córka kolejny raz mnie zaskoczyła. Bardzo dzielnie znosi zaistniałą sytuację, daje sobie radę jak mało kto. Jednak mimo wszystko, to właśnie ona najbardziej odczuwa jego brak. Nie wystarczyło trywialne tłumaczenie, że tata jest w pracy i wróci. Czekała, a on nie wracał. Słyszała dźwięk domofonu, otwieranie się drzwi wejściowych, ale to nie był tata. Tata nie wracał po południu, tak jak zawsze. Nie było więc powodu do śmiechu, okazji do wygłupów, czy szerokich ramion, dzięki którym można zanurzyć się w otchłani bezpieczeństwa. Na dodatek, pojawił się strach, że ja też nagle zniknę, że ją zostawię, a ona znowu będzie musiała czekać. Dlatego nie odstępuje mnie na krok, zawsze musi mieć mnie w zasięgu wzroku, co chwilę siada na moich kolanach i się przytula. Daj mi podwójną dawkę siebie.

Niebawem jednak, my też wsiądziemy do samochodu, zamkniemy drzwi, uruchomimy silnik i odjedziemy. Odjedziemy do niego. Stęsknione, wypoczęte i szczęśliwsze. Nasze drogi znowu się zejdą, ale tym razem spotkamy się w innym punkcie, z nowym spojrzeniem na codzienność, którą tak bardzo kocham, mimo iż czasami mam dość. Wymienimy się wrażeniami, przytulimy się, tak jakbyśmy widzieli się wczoraj. Ale to wczoraj będzie lepsze, piękniejsze, tak jak każde jutro. Wystarczy tylko chcieć.

Bo warto walczyć o tę miłość.

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Trwałego rozstania nie było 🙂 Ale czasem dobrze jest od siebie odpocząć 🙂

  • Ponowne spotkanie już było. A teraz przed nami jeszcze szczęśliwa droga razem 🙂 Ach, związek to ciągła praca, nie ma lekko 😉

  • U nas też tęsknota była ogromna. A przez jego nieobecność, Melushka była cały czas przyklejona do mnie i cały czas musiała mieć mnie w zasięgu wzroku.

  • Nic dodać, nic ująć 🙂

  • Wiesz, ja uwielbiam swoją codzienność, ale z drugiej strony czasami mam jej dość. Takie chwile oddechu, kiedy mogę wyjechać są wtedy dla mnie wspaniałym lekiem na całe zło.

  • Dziękuję :*

  • Zgadzam się, że trzeba. To jest jedna z najważniejszych części składowych naszego życia.

  • Dziękuję za Twój komentarz <3 Bardzo łatwo jest się oddalić od siebie, a trochę trudniej zbliżyć ponownie. W codziennej gonitwie zapominamy zarówno o sobie samych, jak i o sobie nawzajem. Czasami jedynym sensownym rozwiązaniem jest odpoczynek, chwila wytchnienia, oderwanie się od rzeczywistości.

  • Dziękuję za Twoje słowa <3 "Każdego dnia próbujmy zakochiwać się na nowo" – PIĘKNE. Bardzo łatwo jest się pogubić w tym wszystkim, a trochę trudniej odnaleźć, ale ja zawsze żyję nadzieją na lepsze jutro. Więc wiem, że będzie dobrze 🙂

  • Odpoczęłyśmy 🙂 Tak że aż mam we wszystkim opóźnienia 😉 Ach, te dziewczyny, córusie tatusiów – coś w tym jest 🙂

  • Dokładnie pozytywne myślenie to podstawa i to nie tylko w kwestii związku.