Zima w garderobie Amelushki – kombinezon H&M

Posiadanie dziecka to raj dla zakupoholiczek i zakupoholików. Dziecko, szczególnie małe, to ciągłe zakupy. Poczynając od pampersów, kosmetyków (krem do pupy, emulsja do kąpieli, itd.), jedzenie (mleko, kaszki, słoiczki), które raczej nie sprawiają nam radości. Chociaż zakupoholik czerpie przyjemność z samego faktu kupowania, więc nie ważne czy jest to zwykły szary papier toaletowy, czy ładne kolorowe pampersy.

Ale pewnie niektóre rzeczy sprawiają mu mniej radości, a inne więcej. Posiadając dziecko może poszaleć np. z dekoracjami pokoiku, zabawkami, czy ubrankami. Jeśli chodzi o te ostatnie, to nie tylko może, ale czasami nawet musi poszaleć. Bo czy co sezonowa całkowita wymiana garderoby nie jest szaleństwem?

My, ja trochę zakupoholiczka (szczególnie jeśli chodzi o rzeczy dla dziecka) i mój mąż, nielubiący zakupów, zaszaleliśmy już na początku tygodnia. Niestety dla niego, ale „stety” dla mnie, nie mieliśmy innego wyjścia. Stanęliśmy przed koniecznością kompletowania zimowej garderoby dla Amelushki. W zeszłym roku, jako początkujący rodzice, zorientowaliśmy się dopiero w listopadzie, że nasze Maleństwo będzie potrzebowało na zimę czegoś więcej, niż ciepłego sweterka i kocyka. Niestety w sklepach nie było już zbyt dużego wyboru, a to kolor nie taki, a to fason zupełnie nie w moim guście albo po prostu brak odpowiedniego rozmiaru. Musieliśmy więc brać to co było. Nie dosyć, że padło na kolor różowy, do którego nie pałam zbyt dużą miłością, to jeszcze na dodatek kupiliśmy za duży rozmiar, więc Amelushka wyglądała trochę tak jakbyśmy Ją zawinęli w przepastną pierzynę z futerkowym wykończeniem. Okazało się, że jego jakość również nie była zadowalająca, ponieważ zaledwie po kilku dniach użytkowania rozpruła się podszewka w jednym z rękawów. A po jakimś czasie, chyba żeby dotrzymać towarzystwa pierwszemu, rozpruł się drugi rękaw. Użytkowanie to może trochę za dużo powiedziane, to raczej było leżenie niczym mumia. Jedynym plusem tego kombinezonu było to, że miał on formę śpiworka, więc nie trzeba było się męczyć z wkładaniem każdej nóżki z osobna, co zaoszczędzało wiele czasu i nerwów podczas ubierania.

Na szczęście, na styczniowych wyprzedażach, zupełnie przez przypadek, udało nam się znaleźć w Zarze całkiem fajny kombinezonik. Odpowiedni rozmiar, kolor ecru i prosty fason. Jedyną jego wadą było to, że tylko jedna nóżka była rozpinana, co trochę utrudniało jego zakładanie.
źródło: pinterest
W tym roku, już jako bardziej doświadczeni rodzice, kompletowanie zimowej garderoby postanowiliśmy zacząć pod koniec września. Jako pierwszy postanowiliśmy kupić oczywiście kombinezon. Tym razem padło na H&M. Nie byliśmy pewni rozmiaru, więc niestety musieliśmy opatulić Amelushkę w zimową odzież na samym środku sklepu. Nie było to łatwe, bo Ona była bardziej zainteresowana innymi elementami odzieży. Najbardziej podobała jej się fioletowa sukienka ze wzorem w drobne kokardki oraz różowa sukienka z Myszką Minnie. Ach, dobrze, że na razie to ja decyduję o tym jak chodzi ubrana:-) W końcu jednak udało nam się założyć kombinezonik. Amelushka sprawiała wrażenie zadowolonej. Chodziła w nim po całym dziale dziecięcym, a swoim wyglądem przypominała ludzika Michelin.
Nasz wybór padł na komplet kurtkę i spodnie. Spodobał mi się pomysł dwuczęściowego zestawu. W cieplejsze dni będzie mogła nosić samą kurtkę, a podczas dużego mrozu cały komplet. Kurtka ma odpinany kaptur, ściągacze wokół szyi i rękawów, a u dołu elastyczny ściągany sznurek. Spodnie są na elastycznych szelkach, które oczywiście można regulować według potrzeby. Posiadają regulowaną talię, co w przypadku Amelushki i jej talii osy, jest strzałem w dziesiątkę. Mają wzmocniony materiał na kolanach i pupie, więc nie straszne są żadne upadki. Nogawki u dołu posiadają takie jakby osłonki, które zapobiegają przedostawaniu się śniegu. Mają również elastyczne paski na stopy, dzięki którym nogawki nie podciągają się, co zdarza się często, gdy bierzemy dziecko na ręce. 
Zarówno kurtka, jak i spodnie wyglądają na solidnie wykonane i mam nadzieję, że będą dobrze spełniały swoją funkcję, ale jak zawsze, wszystko okaże się w praktyce.
Oczywiście, jak to zawsze bywa, wybraliśmy się tylko po kombinezon, a ze sklepu wyszliśmy z kombinezonem, czapką, polarkiem i chudszym portfelem. Niestety wkrótce będziemy musieli odchudzić go jeszcze bardziej, bo czeka nas jeszcze zakup butów, szaliczka, rękawiczek, kilku cieplejszych swetrów i pewnie czegoś jeszcze. I jak tego nie nazwać zakupoholizmem?

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest