Jak wspierać rozwój mowy?

Ale pani córka (a w zasadzie częściej słyszę syn) dużo mówi i tak wyraźnie… Niesamowite, że można się już z nią tak dobrze dogadać… A ile ona ma, że już tak ładnie mówi? Bo moja córka, bo mój syn to ma tyle i tyle i nadal mówi po swojemu, tak że nie da się zrozumieć.

Wiadomo, komplementy pod adresem dziecka, to miód na serce każdej matki. Na moje również. Jednak słowa typu „twoje dziecko to, a moje tamto” bardzo mocno podnoszą mi ciśnienie. Nie lubię wszelkich porównań, a szczególnie jeśli w grę wchodzą dzieci, które nie potrafią się same obronić. Każde dziecko rozwija się w swoim własnym tempie i powinno być dla rodziców kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Więc jeśli chcesz pochwalić moje dziecko, mając na celu porównanie je do swojego, to lepiej nie mów nic.

Owszem moja córka mówi tak jak potrafi. Ostatnio miała swój przełomowy moment. Rozumiem ją i potrafię się z nią dogadać na codzienne tematy, ale jestem z nią prawie przez cały czas, więc rozumiem każdy skrót, każdy wyraz dźwiękonaśladowczy, każdy gest, a czasami nawet wiem, co chce powiedzieć, zanim jeszcze to zrobi. My, matki chyba tak już mamy.

Nie wiem, czy mówi dużo, czy mało, wyraźnie, czy nie. Obiektywnie trudno mi to ocenić, ponieważ po pierwsze, obiektywne ocenianie własnego dziecka chyba żadnej matce nie przychodzi łatwo, a po drugie, nie mam drugiego dziecka w tym samym wieku, które stanowiłoby idealny materiał porównawczy. Subiektywna ocena jest znacznie łatwiejsza. Sami wiecie, jak to jest, jak dla każdej matki, moje dziecko jest dla mnie najpiękniejsze, najzdolniejsze i najlepsze we wszystkim. Takie po prostu idealne. I duma mnie rozpiera, gdy słyszę jak wymawia każde poszczególne słowo i składa zdania.

Ostatnio oprócz tych wszystkich licznych komplementów, usłyszałam od swojej znajomej: „ale ją wytrenowałaś”. No cóż, zapewniam was, że nie trenuję swojego dziecka, nie siadam z nią przy stoliku i nie mówię do niej: „to teraz pora na naukę mówienia”. Owszem, skłamałabym gdybym powiedziała, że w ogóle nie przywiązuję do tego wagi. Z racji swojego zawodu, mam to trochę we krwi, więc przychodzi mi to całkiem naturalnie.

 

Poniżej znajdziecie kilka naszych sprawdzonych sposobów, które nam pomogły i nadal pomagają w rozwoju mowy Melushki.

 

Mówię

Z natury jestem osobą, która dużo mówi. Dlatego też odkąd tylko Melushka pojawiła się na świecie, cały czas do niej mówiłam. Na początku były to monologi, opisywałam jej co robię, o czym myślę, nazywałam każdą poszczególna rzecz, na spacerach mówiłam co widzę. Potem zaczęła uczestniczyć w rozmowie, komentując różnymi dźwiękami, sylabami, wśród których oczywiście ciągle wyłapywałam jakieś pierwsze słowa 😉 W tamtym okresie, bardzo często gaworzyłam razem z nią, co dla nas obu było świetną zabawą. A teraz prowadzimy już złożone dialogi i dyskusje. Nadal bardzo dużo mówię, ale czasami moja córka nie daje mi dojść do głosu. Aż się boję, co to będzie za kilka lat.

Kiedyś gdzieś wyczytałam, że mówiąc do dziecka należy omijać zaimki, ponieważ sa one dla niego kompletnie niezrozumiałe. Owszem, może jest to cenna wskazówka jeśli chodzi o niemowlęta, które jeszcze nie podejmują prób mówienia. Jednak na pewnym etapie, gdy dziecko już zaczyna mówić, dobrze by było zacząć je wprowadzać. Mnie to omijanie zaimków tak weszło w krew, że teraz nadal to robię. Nie wiem, czy ma to wpływa na sposób mówienia Melushki, ale w ogóle nie używa słowa „ja”, przez cały czas mówi „Mela to, Mela tamto”, „to jest Meli” itd. Ostatnio zdarza jej się użyć słowa „moje”. Teraz mocno pracuję nad tym, aby używać więcej zaimków, aby częściej wychodzić z komunikatem „ja”, „ty”, ale niestety ciężko jest wykorzenić zastałe nawyki.

 

Słucham

Nawet gdy Melushka gaworzyła i wydawała jakieś nieporadne dźwięki, starałam się uważnie słuchać tego, co miała mi do powiedzenia. Gdy do niej mówiłam, czy pytałam o coś, zawsze czekałam na jej odpowiedź. Teraz już nie muszę czekać, bo odpowiada natychmiast albo nawet, gdy jeszcze nie zdążę zadać pytania. Ale nadal słucham uważnie. Nigdy nie ignoruję tego, co mówi, nawet gdy jestem w trakcie rozmowy z kimś innym. Czasami jest to męczące, ale przynajmniej teraz wiem, co mój mąż czuje, kiedy mnie dopada napad gadulstwa.

 

Czytam

Bardzo dużo czytamy. Obecnie najczęściej są to wiersze lub jakieś krótkie teksty w książkach z dużą ilością obrazków. W pierwszych miesiącach życia, bardzo często zdarzało się, że czytałam Melushce swoje książki, czy artykuły z gazet. Wtedy jeszcze nie miała zbyt wiele do powiedzenia, więc to ja decydowałam o treściach. Teraz pałeczkę przejęła ona i to ona decyduje co chce czytać. Najczęściej wybiera wiersze Tuwima, niektóre fragmenty zna już nawet na pamięć. Bardzo często robimy tak, że ja mówię jej kawałek wiersza, a potem robię pauzę i ona dopowiada jakieś pojedyncze słowa. Melushka to wprost uwielbia.

Miałyśmy również taki okres, że była tak niecierpliwa, że w ogóle nie dawała sobie czytać. Większą frajdę sprawiało jej przekręcanie kartek. Wtedy opisywałyśmy wszystkie możliwe obrazki. U nas świetnie sprawdziły się książeczki obrazkowe, a w szczególności cała seria „Ulicy Czereśniowej”.

Czytanie jednak nie zawsze uczy odpowiednich słów. Na przykład taki niepozorny wierszyk jak „Zosia Samosia”, a w nim perełka w postaci słowa „głupia”. I tak pewnego dnia siedzimy sobie i nagle słyszę: „mama, czytaj głupia”, oczywiście był to skrót myślowy odnośnie „Zosi Samosi”.

 

Śpiewam

Muszę wam się do czegoś przyznać: uwielbiam  śpiewać, ale niestety zupełnie nie potrafię i chyba raczej nie chcielibyście mnie usłyszeć. Należę do grupy ludzi, którym słoń nadepnął na ucho. Moja córka jest jednak świetną wymówką do tego aby to robić mimo wszystko. Ona uwielbia, jak śpiewam, a czego się nie robi dla dzieci?

Śpiewałam jej od samego początku, wszystko po kolei, kołysanki, piosenki dla dzieci, moje ulubione utwory, piosenki zasłyszane w radiu. Co prawda, na początku mój repertuar był bardzo ubogi, ale teraz mogę już pochwalić się sporą różnorodnością, szczególnie jeśli chodzi o piosenki dla dzieci. Uwierzcie mi, że z powodzeniem mogłabym być wodzirejem na kinderbalach.

Śpiewam nie tylko wszystko, ale też wszędzie. Gdy Melushka była młodsza i jeszcze nie chodziła śpiewałam jej, gdy robiłam makijaż, gotowałam obiad, czy sprzątałam. Śpiewałam i nadal śpiewam (chociaż teraz znacznie mniej, niż za wózkowych czasów) podczas naszych wspólnych spacerów, na placu zabaw, czy nawet w sklepie.

 

Powtarzam

Bardzo często zachowuję się jak papuga. Od samego początku starałam się naśladować dźwięki, czy gaworzenie, które wyszło z ust Melushki. Takie zabawy dodają dziecku pewności siebie, ponieważ dzięki nim zauważa, że to co „mówi” jest dla nas ważne.

Obecnie, gdy Melushka coś powie, powtarzam po niej, często robię to w formie pytania, potwierdzenia albo zdziwienia. Gdy ona mówi na przykład „tata w pracy”, odpowiadam „tak, tata jest w pracy”. A potem chcąc ją zachęcić do dalszego mówienia, pytam „a czym tata pojechał do pracy?”. Poprzez takie powtarzanie chcę, aby Melushka wiedziała, że uważnie jej słucham i zawsze reaguję na jej słowa.

Oczywiście, nie robię tego non-stop, bo zamęczyłabym zarówno siebie jak i ją.

 

Nie mówię dziecinnie

Od samego początku unikałam spieszczonych form jak np. „a cio się śtało?”. Mówiłam i mówię normalnym językiem, chociaż czasami używam zdrobnień typu „piesek”, „kotek” itd.

Spieszczanie nie jest naturalne dla dziecka. Przez cały czas, gdy było w brzuchu, słyszało normalny język dorosłych, a tu nagle pojawia się na świecie i wszyscy wokół mówią do niego jak do kosmity. Jak byście się czuli na jego miejscu?

 

Poprawiam

Oczywiście, nie robię tego nachalnie, nie mówię „nie, to nie tak, źle”. Gdy Melushka zrobi jakiś rażący błąd, a takie zdarzają się co chwilę, np. „tata kupiła bułkę”, czasami zwracam na to uwagę i poprawiam ją zadając pytanie i trochę rozszerzając je, tak aby użyć błędne słowo kilka razy „tata kupił bułkę, tak?, a gdzie kupił?”. Albo mówię po prostu „tata kupił, a mama kupiła”. Ale nie robię tego za każdym razem, gdy popełni jakiś błąd.

 

Tłumaczę

Obecnie, tłumaczenie zdarza się bardzo rzadko, ale gdy Melushka była młodsza, to często język dorosłych przekładałam na jej język, albo odwrotnie. Mówiłam więc: „to teraz Amelka pójdzie spać, pójdzie aaa”. A gdy ona używała swojego języka, mówiąc np. „ooo, kiku”, ja odpowiadałam „tak, królik”.

 

Pytam

Zawsze zadawałam wiele pytań. Nawet gdy miała zaledwie miesiąc i doskonale zdawałam sobie sprawę, że mi nie odpowie, pytałam się o jej zdanie. Po zadanym pytaniu, chwilę czekałam na odpowiedź, a potem odpowiadałam sobie sama 😉

Teraz wygląda to trochę ciekawiej. Niestety, decyzji nie podejmuję już samodzielnie i nie mogę w 100% panować nad scenariuszem naszej rozmowy, bo Melushka bardzo aktywnie w niej uczestniczy. Chociaż przyznam szczerze, że nie zawsze otrzymuję odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie. Mimo to, pytania są na porządku dziennym. Pytam ją o to w co chce się ubrać, dając dwie rzeczy do wyboru, co chce zjeść, czy jest głodna, czy chce spać, czy cos jej smakuje itd.

 

Oczywiście, to nie jest tak, że robię to wszystko z rozmysłem, że ciągle analizuję to co Melushka mówi i planuję sobie „ooo, teraz trzeba ją poprawić, a teraz trzeba się zapytać, a potem pośpiewać”. Te wszystkie powyższe zachowania przychodzą mi bardzo naturalnie.

 

Około osiemnastego miesiąca warto również pamiętać o kilku dodatkowych kwestiach, a mianowicie:

  • wprowadzać liczby
  • wprowadzać kolory
  • wprowadzać przeciwieństwa: zimno-gorąco, góra-dół
  • uczyć odpowiedzi na pytania „jak masz na imię?”, „jak ma mama/tata na imię?”
  • angażować dziecko w proste czynności, wydając krótkie polecenie, prosząc je aby zapaliło/zgasiło światło, wyrzuciło coś do kosza, zamknęło zmywarkę itp.
  • starać się zawsze mówić do niego uprzejme słowa, typu przepraszam, proszę, dziękuję
  • nazywać wszystkie rzeczy dookoła, nawet oczywiste, jak wanna, czy części ciała
  • tłumaczyć związki przyczynowo-skutkowe, np. wieje wiatr, więc jest chłodno; leci para, więc jest gorące
  • starać się używać poprawnego języka; niech nauka mówienia naszego dziecka będzie dla nas motywacją do tego, aby wykorzenić własne błędy językowe; zazwyczaj wydaje nam się, że jeszcze za wcześniej na to, aby uczyć dziecko, że mówi się „włączać”, a nie „włanczać”, ale uwierzcie mi, że nasze dziecko przejmie nasze błędy szybciej, niż nam się wydaje

 

A co najważniejsze, NIE NALEŻY naciskać na dziecko i zmuszać je do mówienia. Każdy maluch prędzej, czy później nauczy się mówić, musimy pozwolić mu rozwijać się we własnym tempie, a mówienie potraktować jak świetną zabawę, a nie naglący obowiązek.

 

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Oczywiście, że masz rację. Najważniejsze to obserwować swoje dziecko i jeśli coś nas niepokoi, to należy udać się do specjalisty, nawet jeśli nie jesteśmy pewne. Moim zdaniem lepiej dmuchać na zimne. Znam to trochę z własnego przykładu. Co prawda, nie miałam problemów z ogólnym rozwojem mowy, ale mam wadę wymowy, nie jest ona jakaś rażąca, ale nie potrafię wypowiedzieć prawidłowo literki „r”, wypowiadam „r” francuskie. Moi rodzice to mocno zaniedbali, bo czekali aż sama się nauczę. Niestety, potem już było za późno na korekcję, bo miałam mocno wyrobione nawyki.
    A przytoczony przez Ciebie cytat bardziej tyczy się rodziców, którzy mają 18-miesięczne dzieci i chcieliby, aby już mówili złożonymi zdaniami. A spotykam takich wielu.

  • Niby takie zwykłe czynności, nad którymi często się nawet nie zastanawiamy, a mogą przynieść tyle pożytku 😉

  • Wydaje mi się, że na wady wymowy rodzice nie mają większego wpływu, nawet gdyby nie wiem ile czytali, opowiadali i śpiewali. Nie każdy z nas jest specjalistą i zna odpowiednie ćwiczenia na korekcję wad. Wiesz, ja również mam wadę wymowy, mam problemy z literką „r”. Umiem ją wypowiedzieć, ale tylko i wyłącznie w wersji francuskiej. Moi rodzice to zbagatelizowali i czekali aż się sama nauczę. Niestety, tak się nie stało, a potem, gdy sama już decydowałam o sobie, było trochę za późno na korekcję, ponieważ miałam już mocno zakorzenione nawyki. Przyznam szczerze, że gdy byłam dzieckiem było to dla mnie coś wstydliwego, bo nie umiałam tak jak inne dzieci mówić wierszyków z literką „r”. Wstydziłam się do tego stopnia, że unikałam wszystkich wyrazów z „r” jak ognia, a jak już musiałam je wypowiedzieć, to mówiłam ściszonym głosem. najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby obserwować swoje dziecko i w porę zareagować. Trzymam za Was kciuki ;*

  • Niestety, niektórzy rodzice chcieliby aby ich dziecko było alfą i omegą, przez co często wywierają na nie niepotrzebną presję, które nie prowadzi do niczego dobrego.

  • Dziękuję Ci za tak miłe słowa :* Pięknie to napisałaś „miłości i cierpliwości”. To prawda, że w wychowanie nie wkłada się pracy, tylko właśnie tę miłość, która zwycięży wszystko.

  • Twoja trójka jest doskonałym dowodem na to, że każde dziecko rozwija się we własnym tempie. Poza tym, wśród dzieci, tak samo jak wśród dorosłych, zdarzają się takie co są mniej i bardziej rozmowne i to jest naturalne. Dużo zależy od charakteru i usposobienia. A z tymi najmłodszymi dziećmi to często tak bywa, bo co prawda, my, rodzice poświęcamy im zazwyczaj mniej czasu, niż pierwszemu dziecku, ale z drugiej strony duża się uczą od starszego rodzeństwa.

  • Dużo chyba jednak daje czytanie. Prawda?

  • Bardzo mi miło 🙂

  • Dokładnie. Najważniejsze to nie porównywać, być cierpliwym i obserwować dziecko, bo jeśli oczywiście zauważymy, że ma problemy z mową przez dłuższy czas, to może warto pomyśleć o konsultacji u specjalisty.

  • Ja też już mówiłam do niej, kiedy była jeszcze w brzuszku 😉 Ach, jak zazdroszczę tego momentu kontaktu skóra do skóry po porodzie. To musi być piękne doświadczenie. Ja niestety miałam cesarkę ;(

  • U nas jest to samo. Ostatnio nawet zaczęła intensywnie mówić w nocy. Budzi się i gada. A ja czasami już nie mam siły słuchać 😛

  • Ten rozwój mowy jest po prostu uroczy 🙂 Jak dziecko próbuje, powtarza, przekręca. Mnie to rozmiękcza serce 🙂