Tak bardzo się bałam…

Byłam obok i patrzyłam. Patrzyłam na Twój strach, ból i łzy. Jedyne co mogłam zrobić, to trzymać Cię za rękę, przytulać i mówić, że wszystko będzie dobrze, mimo iż sama się bałam i łzy czasami same napływały mi do oczu. Ty bałaś się tego co nieznane, ja bałam się, bo wiedziałam co Cię czeka.

Szpitali zawsze unikałam jak ognia. Doświadczenie nauczyło mnie, że nie jest to miejsce dla chorych osób, bo jeśli szukasz pomocy, empatii i wsparcia to tam ich nie znajdziesz. Dla większości lekarzy i pielęgniarek jesteś po prostu kolejnym, zazwyczaj niezbyt ciekawym, przypadkiem, którym trzeba się zająć. Wystawanie pod gabinetem lekarskim, aby dowiedzieć się o stan zdrowia, czekanie na pielęgniarkę, która najpierw musi dopić kawę, a dopiero potem może przyjść, żeby Ci pomóc. Nie wspominając już o jakimś słowie, czy uśmiechu, bo przecież jesteś tylko przykrym obowiązkiem, lub jak kto woli, wrzodem na d… Chyba że zdecydujesz się wręczyć personelowi szpitalnemu mniejszy, czy też większy „upominek” – wtedy sytuacja zmienia się diametralnie. Okazuje się, że jednak wszystko jest możliwe, nawet odrobina uprzejmości. Oto szpitalna rzeczywistość, którą miałam okazję poznać.

Dla mnie szpital, to było zło konieczne, ostateczność. Niestety, tym razem nie udało nam się go uniknąć. I mimo iż miałam wiele wątpliwości, bałam się, że trafisz z jednym problemem, a wyjdziesz z pięcioma innymi, szybko podjęliśmy decyzję i pojechaliśmy na izbę przyjęć. Teraz już wiem, że w tamtej sytuacji to było najlepsze co mogło nas spotkać, bo potem mogłoby być już za późno.

Bałam się, że nie będę potrafiła być dla Ciebie wsparciem, jakiego potrzebowałaś. Bałam się, że Cię zawiodę, bo musiałam robić wiele rzeczy wbrew Tobie. Płakałaś, krzyczałaś, że nie chcesz, prosiłaś, żebym Cię przytuliła, a ja na siłę trzymałam Cię, aby mogli Ci zrobić wszystkie badania. Rozum mówił mi, że tak trzeba, że nie ma innego wyjścia, a serce krzyczało, aby to wszystko już się skończyło, abym mogła wreszcie wziąć Cię w swoje ramiona i sprawić abyś na nowo poczuła się bezpiecznie. Mimo iż wiedziałam, że za chwilę znowu zburzę to poczucie bezpieczeństwa. A to wszystko trwało i trwało, a to aparat EKG nie działała, a to nie mogli znaleźć żyły do wkłucia, a to nie dało się zrobić badania, bo nie potrafiłaś leżeć spokojnie. Płakałaś, a ja trzymałam Cię i uspokajałam, że jeszcze tylko chwilę, chociaż dla mnie trwało to całą wieczność.

W nocy siedziałam nad Twoim łóżeczkiem, z głową opartą o szczebelki, żeby choć na chwilę zamknąć oczy i zregenerować siły, i patrzyłam jak śpisz. Snem bardzo niespokojnym, z trudem oddychając i budząc się co chwilę z płaczem i krzykiem, że chcesz do domu, do swojego łóżeczka. A ja mogłam jedynie przytulić Cię i powiedzieć, że jeszcze nie możemy wrócić do domu, ale cały czas będę przy Tobie. W moich ramionach spałaś już spokojnie, jednak mimo to nadal nie mogłam zmrużyć oka. Patrzyłam na Twoje małe rączki z licznymi nakłuciami i siniakami, bo znowu były problemy z wkłuciem. Wsłuchiwałam się w Twój oddech i bicie serduszka. Bałam się, ale wiedziałam, że muszę być silna, dla Ciebie.

Starałam się wszystko dokładnie Ci tłumaczyć, oczywiście na tyle, na ile potrafiłaś to wszystko zrozumieć, a rozumiałaś naprawdę wiele. Ciągłe badania, wizyty lekarzy, byłaś tym przerażona i ogromnie zmęczona, a zarazem bardzo dzielna. Dzielnie znosiłaś codzienne pobieranie krwi, kolejną zmianę wenflonu, kolejne EKG, USG, RTG. Moje serce rozpadało się na milion kawałków, gdy patrzyłam na to co się dzieje. Gdybym mogła, przeżyłabym za Ciebie każdy Twój ból, strach i łzę, żebyś tylko nie musiała przez to wszystko przechodzić.

Nie wiem czy byłam dla Ciebie wsparciem jakiego potrzebowałaś. Za to Ty dawałaś mi wiele siły. Czasami nawet miałam wrażenie, że jesteś silniejsza ode mnie. Byłaś moją małą iskierką i dawałaś nadzieję, że bez względu na to jak będzie – będzie dobrze. Sprawiałaś, że mój strach zmniejszał się do wielkości ziarnka piasku, a na moje twarzy pojawiał się uśmiech. Czasami nawet rozbawiałaś mnie do łez. Gdy wenflon stawał się dla Ciebie motylkiem i płakałaś, bo pielęgniarka nie chciała dać mu pić, gdy w prześwietleniu klatki piersiowej najbardziej podobał Ci się fartuszek i schodki, czy gdy chciałaś robić zdjęcie holterem, bo pani podłączając Ci go, powiedziała, że to aparat.

Przyznam szczerze, że za każdym razem gdy zabierano Cię na badania, miałam nadzieję, że tym razem wyniki będą dobre, że okaże się, że wszystko się unormowało i będziemy mogły wyjść do domu. Niestety, potem przychodził do nas lekarz, ze spokojnym wyrazem twarzy pytał: „może usiądziemy?”, a ja już wiedziałam co będzie dalej i wcale nie chciałam słyszeć tego, co miał mi do powiedzenia. Za każdym razem, moja nadzieje umierała, ale Ty nie pozwoliłaś jej zabić. Ciągle pokazywałaś mi, że nie wolno się poddawać.

Mimo iż pobyt w szpitalu to nic przyjemnego, mimo iż postawiona diagnoza bardzo mnie zaskoczyła,a zarazem zasmuciła, mimo całego strachu, Twojego bólu i wszystkich wylanych łez, pozostały we mnie bardzo pozytywne wspomnienia. Po pierwsze (i najważniejsze), poznałam wspaniałą kobietę – mamę dziewczynki, z którą Melushka dzieliła salę, która bardzo mnie wspierała i motywowała. Mam nadzieję, że uda nam się utrzymać tę znajomość. Po drugie – odpoczęłam. Przyznaję, że byłam zmęczona stresem, strachem, brakiem snu, ale udało mi się odetchnąć od codziennej gonitwy, obowiązków, wirtualnego świata. Byłyśmy tylko my – ja i ona. Już dawno nie mogłyśmy pozwolić sobie na takie chwile wyłączności. Szkoda tylko, że były takie okoliczności, a nie inne.

Po trzecie, jakość szpitalnej opieki pozytywnie mnie zaskoczyła. Cały personel był uprzejmy i bardzo pomocny. Nie musiałam o nic prosić, o niczym przypominać, wszystko było na tu i teraz. Lekarze nigdzie się nie spieszyli, można było zadać im wszystkie możliwe pytania, a co najważniejsze, otrzymać na nie odpowiedź. Pielęgniarki podchodziły z szacunkiem do dzieci, były delikatne i wyrozumiałe. Mogłam im zaufać, powierzyć im Twoje zdrowie i dobro.
Chyba nie mogłyśmy trafić lepiej.

Jednak mimo wszystko, cieszę się, że już jesteśmy w domu. Jeszcze wiele przed nami – kolejny pobyt w szpitalu, ogromna ilość badań i wizyt u lekarzy. Czy się boję? Oczywiście, ale wiem, że trafisz w dobre ręce i to mnie uspokaja.
TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Pobyt z dzieckiem w szpitalu to ciężki czas. Mi też niestety było dane to przeżyć, raz z malutką córeczką, po kilku latach z dwójką moich dzieci na raz… Cieszę się, że to już za nami. Cieszę się, ze za Wami także. Zdrowia!

    • Z dwójką??? A co się stało, że z dwójką na raz?

      • Obydwoje złapali jakieś dziwne zapalenie płuc. Jak widać zaraźliwe bardzo, bo najpierw córka, a po dwóch dniach synek z tymi samymi objawami dołączył. Koszmar.

  • Też nie lubię szpitali. Niestety, zależy na jaki szpital i personel się trafi. Tak jak napisałaś, dla niektórych jest się kolejną kartoteką i kolejnym „wrzodem”, który przeszkadza w piciu kawy. Życzę Wam dużo zdrówka!

    • Według mnie to jaki będzie pobyt w szpitalu zależy tylko i wyłącznie od personelu, bo to właśnie Ci ludzie tworzą szpital.

  • Piękny i emocjonalny wpis. Trzymam kciuki aby wszystko dobrze się ułożyło. To najgorsze co może patrzeć na cierpienie własnego dziecka

    • Dziękuję <3 To prawda, że patrzenie na ból i cierpienie własnego dziecka jest okropnie trudne.

  • Zdrówka dla Melushki i sił dla Ciebie!
    Ja niestety mam dziecko, które ma wieczne problemy ze zdrowiem, w przyszłym miesiącu czeka go trzeci w życiu zabieg w pełnej narkozie, a ma dopiero 5 lat…

    • Dziękujemy <3 Wiem Kasiu, że mnie rozumiesz, bo trochę przeżyłaś. Melushka też miała mieć usuwany migdał w narkozie. Niestety, ze względu na problemy z sercem, na razie nie będzie to możliwe.

  • Dużo zdrowia dla was. Strach o dziecko jest tym najgorszym co może spotkać matkę. Trzeba być dobrej myśli.

  • Sylwia

    Pobyt w szpitalu z dzieckiem to za każdym razem duży stres, wiem przeżyłam 2 razy, ale masz racje, gdy trafi się na dobry personel to bardzo pomaga

    • Mnie bardzo zdziwiło nastawienie personelu. Przyznam szczerze, że pierwszy raz byłam „zadowolona” z pobytu w szpitalu.

  • Rozum mówił, że to potrzebne, że tak trzeba, ale serce matki krwawi jak dziecko płacze i krzyczy, że ono nie chce! Nie wyobrażam sobie nawet czegoś takiego, obym nigdy nie musiała być z córką w szpitalu…

    • Ja nikomu tego nie życzę. To jest bardzo trudne doświadczenie dla nas, matek.

  • Szpital to jest to czego boję się najbardziej 🙁
    Zdrówka <3

    • Ja też się bardzo bałam i unikałam go jak ognia. Niestety tym razem nie było to możliwe.

  • Najgorsze jest to, o czym napisałaś, wiesz, że musisz się zgodzić na to co się dzieje z Twoim dzieckiem, ale też wiesz, że ono może nie rozumieć dlaczego mama na to wszystko się zgadza!Dobrze, że najgorsze juz za wami. Dużo zdrówka dla Córeczki!

    • Też się cieszę, że to już za nami. Aczkolwiek, wkrótce czeka nas kolejny pobyt w szpitalu. Mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej.

  • Ściskam i przesyłam dużo ciepła i pozytywnej energii. Wszystko będzie dobrze!

  • Pobyt w szpitalu to ogromne przeżycie zarówno dla dziecka, jak i rodzica. Dobrze, że mogłyście być razem.

    • Przypuszczam, że dla dziecka jest to znacznie trudniejsze przeżycie, bo ono nie do końca potrafi to wszystko zrozumieć, nie ze wszystkiego zdaje sobie sprawę.

  • Rozumiem. Znam tę szpitalną rzeczywistość, która w moim przypadku była wielkim, nagłym, powalającym zaskoczeniem. Badania, konsultacje, wenflony, strach, lęk, bezradność. Wszystko to znam. Moja Zacieszka ma za sobą trzy pobyty w szpitalu i oby nigdy więcej nie musiała przechodzić podobnie gorzkich chwil. Trzymam za Was kciuki. Ogromny emocjonalny ładunek niesie Twój wpis. Ja do swojego jeszcze nie dojrzałam. Wciąż to wszystko w sobie przerabiam. Wciąż to we mnie siedzi.

    • Dobrze jest mieć świadomość, że gdzieś tam są ludzie, którzy mnie rozumieją, którzy dokładnie wiedzą przez co przeszłam, co czułam. To jest niesamowite. Twoja córeczka ma jakieś powazne problemy ze zdrowiem?

      • Już nie. Wszystko za nami, ale powiem krótko: przerabiałam ważne badania, które przyniosły niepokojącą diagnozę. Potem sala chirurgiczna i dochodzenie mojej Zacieszki do względnej normy po zabiegu. Potem jeszcze oczekiwanie na kolejne wyniki i bardzo pozytywna, życzliwa diagnoza. Kontrolna wizyta bardzo optymistyczna. Oby nigdy więcej takich przeżyć. Dały mi one bardzo wiele: szacunek dla każdego dnia spędzonego z dzieckiem, przeogromną pokorę wobec życia, zdarzeń, wyrozumiałość i cierpliwość wobec wszystkich (nawet tych nieznośnych) humorków moich dzieci, no i wreszcie pełną empatię dla rodziców zmagających się z jakimikolwiek problemami zdrowotnymi własnych dzieci. Pozdrawiam Was serdecznie!

  • Nas na szczęście na razie ominęło leczenie szpitalne. Dużo zdrowia dla Córeczki!

    • My uniknęłyśmy szpitala przez 2,5 roku (oczywiście nie licząc porodu). Teraz niestety się nie dało, ale tak naprawdę dobrze, że tam trafiłyśmy, bo gdyby nie szpital mogło się to skończyć o wiele gorzej.

  • Współczuję… i życzę wiele zdrówka. Szpital zaliczyliśmy w tym roku dwukrotnie, na szczęście z niezbyt poważnymi infekcjami, ale zdążyłam poczuć tę matczyną bezradność i tę sterylną bezduszność szpitala. Choć panie pielęgniarki był przemiłe, a lekarze bardzo profesjonalni to niestety pobyt w szpitalu i tak odbił się na zdrowiu psychicznym – głównie moim 😉 Wpadałam w panikę na dźwięk płaczu jakiegokolwiek dziecka – jeśli inne płacze, to znaczy, że moje Słonko zaraz się obudzi i też będzie płakać! Słonko, nie płacz! 🙁 Zdecydowanie wnioskuję za salami jednoosobowymi dla małych dzieci 😉
    Jeszcze raz – duuuuużo zdrowia!!!

  • Zdrowia. I całą masę ciepłości <3 <3 <3

  • Agnieszka Maciejewska

    Piękny post. Skłania do refleksji.
    Pozdrawiam i do siebie zapraszam!

  • Miałaś szczęście, że trafiłaś na dobrą opiekę, niestety nie jest to u nas standardem ;/

    • To prawda. Przyznam szczerze, że dla mnie to właśnie zła opieka była „standardem”. Dlatego też, gdy tym razem natrafiłam na tak wspaniały personel, aż nie potrafiłam uwierzyć, że tak może być. To straszne.

  • <3