Powroty do codzienności

Mimo iż czasami mam serdecznie dość swojej codzienności i mam ochotę uciec, to uwielbiam ją i nie zamieniłabym jej na nic innego. Lubię wyjeżdżać, bo to pozwala mi złapać oddech, a nawet kilka, odpocząć, zyskać nowe siły do działania, ale jeszcze bardziej lubię wracać. Przy każdym powrocie, mój dom wydaje mi się inny. Na nowo odkrywam każdy jego kąt, przestawiam, porządkuję, czyszczę, aby po chwili móc usiąść z kubkiem kawy w dłoni i celebrować obecną chwilę. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl w takim momencie, to „jak dobrze być w domu”.

Na nowo doceniam i cieszę się swoją codziennością, taką jaka jest, a raczej taką jaką ją uczynię. Po powrocie zawsze jestem tu i teraz, patrzę na wszystko świeżym wzrokiem i dostrzegam każdy, nawet najmniejszy szczegół, mojej codzienności. Owszem, zawsze może być lepiej. Mogłabym mieszkać w dużym domu z ogromnym ogrodem i basenem. Mogłabym mieć garderobę, bibliotekę i własną pracownię. Ale przecież w tym wszystkim nie chodzi o to ile posiadamy, tylko czy potrafimy docenić to co tworzy nas i nasze życie. Bo posiadać zawsze można więcej i więcej…

 

Oto kilka istotnych kwestii, które składają się na moją codzienność i za którymi bardzo tęsknię, gdy zostawiam ją za sobą:

 

Łóżko

Moje łóżko jest moim królestwem. Nie mogę powiedzieć, że najlepiej wysypiam się we własnej sypialni, bo jest wiele innych miejsc, w których śpi mi się równie dobrze. Ale uwielbiam ten moment, gdy po całym dniu mogę położyć się na swoim dużym łóżku, zakopać się we własnej pościeli, przytulić się do poduszki, płaskiej jak naleśnik i mieć pod ręką jasiek, na którym nigdy nie śpię.

Lubię też położyć się na nim w trakcie dnia, z komputerem na kolanach lub z książką w dłoni, szczególnie latem, w upalne dni i cieszyć się przyjemnym chłodem, jaki daje moja ukochana brzoza, rosnąca tuż za oknem.

Uwielbiam gdy rano budzę się, otwieram oczy i pierwsze co widzę to jej małe listki delikatnie poruszające się z każdym podmuchem wiatru. Tak zaczynam swój dzień, spokojna, przekonana, że to będzie dobry czas.

powroty do codzienności 1

 

Kawa

Nigdzie nie ma takiej kawy, jak ta moja, domowa. I nie chodzi mi tutaj o jej smak, bo mimo iż jest przepyszna, to zdarzało mi się pić lepsze. Dla mnie najistotniejszy jest cały rytuał z nią związany. To jak wstaję rano i z jeszcze zamkniętymi oczami idę do kuchni, robię śniadanie dla Melushki, a w międzyczasie uruchamiam ekspres i parzę sobie kawę. Zawsze taką samą, w tym samym kubku, mocną, z mleczną pianką i bez cukru. Potem siadamy razem, Melushka pałaszuje śniadanie, a ja pijąc kawę, planuję cały dzień.

Druga kawa jest równie pyszna, w tym samym kubku, słabsza, ale także z mleczną pianką i bez cukru. Wypijam ją zazwyczaj w samotności około południa, kiedy to Melushka udaje się na swoją dzienną drzemkę. A ja mam wtedy czas tylko dla siebie. Od razu robię sobie kawę i siadam z nią przed maszyną lub komputerem, czy też z książką lub szydełkiem w ręku. Przyznam szczerze, że zazwyczaj wypijam ją zimną, ale nie dlatego, że taką lubię, czy nie mam czasu. Ja po prostu o niej zapominam, tak bardzo jestem pochłonięta czynnościami, które kocham robić.

 

Jedzenie

Nie zaprzeczę – uwielbiam, gdy ktoś dla mnie gotuje. Ale jako osoba, która często wszystko robi po swojemu, lubię powroty do mojej kuchni, zarówno w sensie pomieszczenia, jak i sposobu odżywiania. Mogę jeść to na co w danym momencie mam ochotę, no może z małymi wyjątkami, bo wiadomo, trzeba dbać o figurę.

Lubię przygotowywać potrawy we własnej kuchni, bo wiem gdzie co mam i nie muszę przeglądać wszystkich szafek i szuflad w poszukiwaniu durszlaka.

Poza tym, nade wszystko cenię wygodę, więc nie wyobrażam sobie życia bez zmywarki, czy mojego ukochanego piekarnika, który mnie jeszcze nigdy nie zawiódł.

 

Znane kąty

Moje mieszkanie znam jak własną kieszeń. Co prawda, brak nawyku odkładania rzeczy na miejsce i ich nadmiar (którego ostatnio intensywnie się pozbywam) sprawiają, że często coś mi ginie. Wydawałoby się, że bezpowrotnie, a jednak potem znajduje się w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy zazwyczaj kupiłam drugą taką samą rzecz albo po prostu nauczyłam się bez niej żyć.

Ta moja znajomość każdego centymetra mieszkania sprawia, że mogę chodzić po nim z zamkniętymi oczami, bez obawy, że za chwilę coś potrącę, czy na coś wejdę. Przydaje się  ona szczególnie nocą, kiedy nieprzytomna kroczę do łóżka Melushki, wołającej „nie ma mamy, chcę do mamy”, czy też jestem zmuszona przez ten ogromny kubek herbaty z miętą i limonką, wypity tuż przed snem, udać się do toalety.

Znane kąty mają też dobry wpływ na Melushkę, która najlepiej czuje się w naszych czterech ścianach. A jak wiadomo, jej samopoczucie ma dla mnie ogromne znaczenie.

 

Rzeczy

Zawsze lubiłam otaczać się rzeczami, a teraz lubię to jeszcze bardziej. Zaczęłam pozbywać się ich nadmiaru i porządkować przestrzeń wokół siebie. Staram się, aby na moją codzienność składały się tylko te przedmioty, które kocham. Może to trochę materialistyczne podejście, ale obecność moich rzeczy jest częścią składową tego, że czuję się jak u siebie.

 

Wolny czas

Uwielbiam spędzać wolny czas w swoim domu. Mogę wtedy spokojnie oddawać się swoim pasjom. Usiąść z szydełkiem, czy drutami w ręku, włączyć film i odpoczywać. Położyć się w zupełnej ciszy, z książką w ręku i pochłaniać każde jej słowo. Uruchomić maszynę i małymi krokami stworzyć coś z niczego. tak po prostu usiąść i choć przez chwilę być sam na sam ze swoimi myślami.

I o ile wzięcie w podróż szydełka, drutów, włóczki, czy książki jest możliwe, a w moim przypadku nawet obowiązkowe, o tyle zabranie maszyny do szycia to trochę większy problem. A dla mnie, moja maszyna jest jak moje drugie dziecko, szczególnie teraz, gdy spełniło się moje marzenie. Owszem, czasami musimy od siebie odpocząć. Ale najlepszym odpoczynkiem jest uszycie czegoś nowego.

 

Łazienka

Łazienka jest dla mnie miejscem bardzo osobistym, dlatego najlepiej czuję się w swojej własnej. Mimo iż bardzo daleko jej do tych ze zdjęć w magazynach wnętrzarskich, to nie ma drugiego miejsca na ziemi, a przynajmniej ja jeszcze takiego nie znalazłam, w którym tak bardzo lubiłabym brać kąpiel. Uwielbiam się w niej zaszyć z książką w dłoni, zapalić świeczki i cieszyć się chwilą.

 

Książki

Lubię je wszystkie mieć przy sobie, a ze względu na ich ilość, jest to możliwe tylko w domu. Uwielbiam stanąć przed moją biblioteczką i wziąć do ręki książkę, na którą w tym momencie mam ochotę. A u mnie wszystko zależy od dnia i nastroju. Przez to należę do osób, które czytają 5 książek naraz i z każdej wyciągam to, co w danym momencie potrzebuję.

Nawet jeśli nie mam czasu czytać, ja po prostu uwielbiam mijać te moje półki z książkami każdego dnia i cieszyć nimi oczy.

Co więcej, kocham przeglądać moje magazyny z wykrojami, którym co prawda, do książek wiele brakuje, ale dzięki mojej miłości do szycia, zyskały specjalne miejsce w mojej biblioteczce. Lubię usiąść na podłodze, przeglądać zdjęcia w poszukiwaniu inspiracji i planować swoje szycie, nawet jeśli są to bardzo odległe plany.

 

Uwielbiam wyjeżdżać, podróżować, odkrywać nowe kąty. Uwielbiam od czasu do czasu zmieniać otoczenie. Ale nie wiem, czy lubiłabym to równie mocno, gdybym nie miała świadomości, że gdzieś tam czeka na mnie moje własne miejsce na ziemi. Moja codzienność.

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Zgodziałbym się z tym wszystkim gdybym nie mieszkała z teściami :))))))

  • też lubię powroty, ale po pobycie w fajnym hotelu brak mi: basenu, kogoś kto sprząta, kogoś kto gotuje 😛

    • Oj tak, to prawda. Mnie szczególnie brakuje kogoś, kto sprząta 😉

  • Dla mnie sypialnia też jest najlepszy miejscem w moim mieszkaniu. A na samym materacu całkiem fajnie się śpi. My tez przechodziliśmy przez ten etap 😉

  • Miło czytać takie słowa, bo bardzo często ludzie, których spotykam nie są zadowoleni ze swojego życia i cały czas narzekają. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nic z tym nie robią.

  • Ja mam dokładnie tak samo 🙂 Ale na szczęście, niebawem szykuje się kolejny wyjazd.

  • Dla mnie łóżko i łazienka to też priorytet 🙂 To jest właśnie przywilej bycia w domu – nie trzeba się martwić, że coś się zapomniało wziąć. Chociaż z drugiej strony to dobry pretekst na zakupy, o ile jest gdzie 🙂

  • Ja też uwielbiam podróżować, ale lubię też mieć świadomość, że czeka na mnie moje miejsce na ziemi 🙂

  • Dokładnie, u siebie to zawsze u siebie. Najlepiej !

  • Oj tak, te dwie rzeczy to kwintesencja własnego domu. Nigdzie nie znajdziemy drugich takich.

  • Dziękuję za miłe słowa 🙂 Ja też przez jakiś czas mieszkałam za granicą, ale bardzo łatwo udało mi się zaaklimatyzować i czułam się tam jak u siebie. Jednak dużo zależy od sytuacji, a nie tylko od miejsca.

  • Przyznam szczerze, że ja też mam trudności z nicnierobieniem. W wolnych chwilach lubię zająć się czymś, co kocham robić, ale w tym czasie odpoczywam 🙂

  • Ja też bardzo często mam ochotę pracować podczas urlopu, ale to trochę wynika z faktu, że uwielbiam to co robię. Staram się jednak powstrzymać, biorę wtedy jakąś dobrą książkę i mówię sobie: teraz jest czas na odpoczynek. A jak mnie książka wciągnie, to po prostu zapominam.