Bo Stasio to…, a Helenka tamto…. – Po co to robisz?

Ogólnie jesteśmy specjalistami porównywania siebie, a także swojego stanu posiadania do innych. Co gorsza, bardzo często mamy w zwyczaju porównywać nasze dzieci. Już od pierwszych dni życia zaczynają się zawody na urodzeniową wagę, długość, a także gęstość i kolor włosów. Gdy pojawia się wiadomość o narodzinach dziecka, pierwszym pytaniem, które pada jest: „a ile waży?”. Tak jakby miało to przesądzić o dalszym jego losie.

 

Z czasem stajemy się coraz bardziej zaawansowani w porównywaniu. Zaczynamy oceniać poziom umiejętności i rozwoju naszego dziecka, wzorując się na innych, czy też na standardach określonych w „fachowej’ literaturze. I tak zastanawiamy się jak to możliwe że Stasio z klatki obok stabilnie siedzi w wieku 6 miesięcy, a nasz syn, mając 8 miesięcy, nadal się chwieje. Dlaczego Hania ma już wszystkie ząbki, a nasza córka ma ich dopiero 6. Dlaczego 10-miesięczny Karolek już sprawnie chodzi, a nasz Jasio ledwo co utrzymuje się w pozycji pionowej. Tym rozważaniom nie ma końca. Zaczynamy szukać dziury w całym, próbujemy znaleźć przyczynę i rozwiązanie problemu. Problemu, który tak naprawdę nie istnieje, tylko jest wytworem naszej wyobraźni. Chcielibyśmy, aby nasze dziecko rozwijało się „książkowo”, bez żadnych widełek i wyjątków.

 

W ten właśnie sposób, chcąc nie chcąc, już od samego początku wyrabiamy w sobie nawyk porównywania i przekazujemy dziecku komunikat, jeszcze dla niego nie do końca zrozumiały. Komunikat mówiący: nie jesteś dla mnie idealny, oczekuję od ciebie więcej, chciałabym, żebyś był taki jak inni, a nawet lepszy. Z czasem jednak dziecko zaczyna rozumieć coraz więcej i więcej. Zaczyna zdawać sobie sprawę co oznaczają słowa: „Zobacz jak Karolek grzecznie siedzi w wózku, a Ty się tak wiercisz”, „Basia już siusia na nocniczek, a Ty ciągle nosisz pieluchę”, „Zobacz jak Jasio pięknie śpiewa i recytuje wierszyki, a Ty wciąż się wstydzisz”. Tym bardziej, że słyszy je dosyć często, czasami nawet kilka razy dziennie.

 

Jak się z tym czuje? No cóż, łatwo to sobie wyobrazić. Pomyśl sobie, że Twój mąż mówi do Ciebie: „zobacz jak nasza sąsiadka schudła, a Ty ciągle próbujesz i nic”, „ona ma anielską cierpliwość do dzieci, a Ty cały czas na nie krzyczysz”, „zobacz jaką dobrą jest panią domu, wszystko wysprzątane, obiad codziennie na stole, a na dodatek pracuje zawodowo, a Ty nie potrafisz tego wszystkiego ogarnąć”. I jak Ci z tym? Wydaje mi się, że odpowiedź jest jednoznaczna. Jednak między Tobą a Twoim dzieckiem jest jedna zasadnicza różnica – Twoje poczucie własnej wartości jest już uformowane i nawet jeśli są jakieś braki, jesteś ich świadoma. A poczucie własnej wartości Twojego dziecka dopiero się kształtuje i to jak zostanie ono uformowane w dużej mierze zależy od jego pierwszych doświadczeń.

 

Ciągle porównując, nie tylko w sobie wyrabiamy nawyk, ale również uczymy tego nasze dziecko. Pokazujemy mu, że porównywanie się do innych jest czymś naturalnym, że to jak odbieramy samego siebie w dużej mierze zależy od tego jak widzą nas inni. Uczymy nasze dzieci, że poczucie własnej wartości należy oprzeć na tym co na zewnątrz, a nie na tym co wewnątrz nas.

 

Oczywiście nie robimy tego celowo. Porównując nasze dziecko do innych, mamy zapewne inny cel. Chcemy je zmotywować i zachęcić do zmiany, do bycia „lepszym”. Ale czy na pewno porównywanie przynosi pożądany skutek? Wszystko zależy od charakteru dziecka. O ile jedno dziecko lubi rywalizację już od samego początku i stwierdzi „muszę być lepszy”, o tyle drugie uzna, że i tak jest „gorsze”, więc nie ma sensu próbować, a jeszcze inne w ogóle się tym nie przejmie, a co za tym idzie nic z tym nie zrobi.

 

Tak naprawdę to ostatnie podejmie najlepszą decyzję. Dlatego też zróbmy wszystko, aby mu w tym pomóc, wesprzeć jego indywidualność. Pozwólmy mu na słabości, gorsze chwile, a nawet porażki. Pokochajmy jego zalety, jak i wady. W ten właśnie sposób pomożemy mu stworzyć solidne fundamenty poczucia własnej wartości, które na pewno zaprocentują w jego dorosłym życiu.

 

Może i Gabryś nosił pieluszkę w wieku 3 lat, ale zaczął czytać, gdy miał zaledwie 5. Dwuletnia Zosia pięknie mówiła, a jednak mimo to w szkole miała problemy z recytowaniem wierszyków. Osiemnastomiesięczny Karol jeszcze nie chodził, a w dorosłym życiu został mistrzem Polski w biegach przełajowych. Nie można być najlepszym w każdej dziedzinie. Każdy ma swoje mocne, jak i słabsze strony. Każdy rozwija się i uczy w swoim własnym tempie. To jednak nie oznacza, że ktoś jest lepszy, a ktoś gorszy.

 

Pozwólmy naszym dzieciom być sobą. Pozwólmy im kształtować własną indywidualność już od pierwszych dni życia. Nie zamykajmy ich w z góry określonych ramkach. Zaakceptujmy ich takimi jakimi są, a nie takimi jakimi chcielibyśmy, żeby byli.


Pamiętaj: Twoje dziecko jest jedyne, niepowtarzalne i nie do porównania!!!
TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • naszebabelkowo.blogspot.com

    W punkt ! Bardzo się z Tobą zgadzam – porównywanie do innych dzieci to jedna z najgorszych rzeczy, jakie możemy robić jako rodzice. Jeśli chcemy motywować – to już kilkukrotnie spotkałam się z opinią psychologów, że najlepiej porównywać jest dziecko do niego samego, tylko z wcześniejszego okresu życia i wcześniejszego etapu rozwoju.