Planowanie czasu przy dziecku


Zawsze lubiłam planować. W szkole, na studiach, potem w pracy. Planowanie ułatwiało mi organizację czasu i życia. Dawało poczucie uporządkowania, bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem (na tyle, na ile w ogóle można mieć nad nim kontrolę). Oczywiście nie zawsze wszystko szło według planu, bo zazwyczaj chciałam zrobić zbyt wiele w zbyt krótkim czasie. Wszystko musiało być perfekcyjne.
Przepisane na czysto notatki z wykładów, pozakreślany tekst w książkach, potem przepisany do notatnika, pozakreślany, z tabelami, wykresami, a czasami obrazkami. W pracy wszystko poskanowane, pokatalogowane, poukładane chronologicznie w segregatorach, teksty sprawdzane po 10 razy. Czy miałam na to wszystko czas? Niekoniecznie, dwoiłam się i troiłam, aby jakoś to wszystko ogarnąć. Ale prawdę powiedziawszy, sama sobie dokładałam pracy. Jednak gdzieś obok tej dokładności i perfekcjonizmu, jest we mnie Scarlett O’Hara. To co mogę odkładam na jutro, a potem ślęczę po nocach, bo nie wyrobiłam się z założonym planem.

Teraz siedząc w domu z Amelushką, nadal lubię mieć zaplanowany dzień. Wszystko po kolei, co powinnam zrobić, co chciałabym zrobić, co mogłabym, ale nie muszę. Nawet jeśli w grę wchodzi robienie na drutach, wyjście na spacer, przygotowywanie obiadu i szycie, lubię planować co, kiedy. Lubię wiedzieć, kiedy będę miała czas na kawę i książkę, chociażby miałyby to być zaledwie 4 strony. Problemem jest to, że teraz planując swój czas muszę brać pod uwagę głównie moją Córkę, a Ona nie zawsze jest chętna, aby dostosować swój harmonogram do mojego planu.

Większość obowiązków, jak i przyjemności odkładam na czas drzemek. Gdy Amelushka nie śpi trudno jest mi cokolwiek zrobić, a nawet czasami jest to niemożliwe, bo Ona oczywiście chce robić wszystko tak jak mama. Więc gdy siadam przed komputerem, mój Szkrab porzuca zabawki, które jeszcze przed chwilą były niezmiernie ciekawe, i pcha się do mnie na kolana, prawie że wchodzi na stół, żeby dosięgnąć do klawiatury i pisać, tak jak ja. Przyznam szczerze, że pisze bardzo kreatywnie, ale niestety w swoim własnym języku, zrozumiałym tylko dla wybranych. Czasami również zdarzy się, że odkryje na komputerze jakąś funkcję, o której istnieniu nie miałam pojęcia. Ale co tu się dziwić, w końcu jest dzieckiem XXI wieku, które nie będzie wiedziało co to jest kaseta magnetofonowa, magnetofon, magnetowid, czy telefon na żetony, ale obsługę komputera będzie miało w jednym palcu.

Szycie również jest wyzwaniem. Bo jak tu szyć, gdy Ktoś Ci siedzi na kolanach i reguluje wszystkie możliwe pokrętła? Jak się okazuje, maszyna jest świetnym przyrządem nie tylko do szycia, ale również do ćwiczenia precyzji ruchów dłoni i palców. Ale zabawa maszyną w końcu się kiedyś nudzi i wtedy zwalniają się kolana i już tli się we mnie nadzieja, że będę mogła zacząć szyć, ale chwileczkę… Przecież pedał też jest ciekawą zabawką, trzeba go poodwracać na wszystkie strony, ponaciskać, spróbować na nim stanąć i wykonać kilka akrobacji. A tu jeszcze te interesujące kable…
Zdarzają się takie chwile, w których uda mi się poczytać książkę, czy też gazetę. Ale moja Córka bardzo o mnie dba, i odrywa mnie od lektury co kilka zdań, albo nawet słów, żebym nie przemęczyła oczu. Czasami też bardzo chce mi pomóc i przewraca strony. Niestety nie doszłam jeszcze do takiej perfekcji, żeby czytać stronę na sekundę.

O ile czytanie wymaga skupienia, o tyle robienie na drutach, czy szydełku na szczęście nie. Nie jest też aż tak interesujące jak komputer, czy maszyna. Więc czasami udaje mi się zrobić kawałek robótki, o ile akurat Amelushka nie zechce bawić się włóczką, rozwijać, plątać i owijać całą siebie. Potem oczywiście muszę spędzić dobre pół godziny, aby rozplątać włóczkę.

Sprzątanie przy Amelce również nie jest proste. Jedyne co mogłabym robić cały czas (i niestety codziennie muszę to robić), to odkurzać. Amelushka wtedy przygląda się z zainteresowaniem i naśladuje odkurzacz, wydając dźwięk „wuuuuu” albo stoi i ogrzewa się ciepłym powietrzem wydmuchiwanym z odkurzacza. Zmywanie podłogi niestety nie jest już takie łatwe, ponieważ pełne wiadro wody jest świetną okazją, żeby się trochę pochlapać, mop też czasami okazuje się ciekawą zabawką. A gdy tylko pozmywam podłogę, zaraz jest tup, tup, tup i mój Mały Szkrab już siedzi na mokrej podłodze i wyciera ją do sucha rączkami, pupką, kolankami i czym się tylko da. Wycieranie kurzy jest możliwe, ale tylko jeśli można to zrobić z poziomu podłogi. W momencie gdy muszę wejść na drabinkę pojawiają się problemy, bo Amelushka uwielbia się wspinać, więc kończy się na tym, że zamiast ścierać kurze, trzymam Ją aby nie spadła.

Gotowanie także jest wyzwaniem, ponieważ moja ciekawa świata Córka zawsze musi wszystko widzieć i być w centrum wydarzeń, a najlepszy punkt obserwacyjny jest u mamy na rączkach. Siedzenie w krzesełku nie wchodzi w grę, ponieważ widok jest wtedy ograniczony, np. jak mama stoi tyłem przy kuchence albo szuka czegoś w szafce pod zlewem. Taka sama sytuacja jest podczas czyszczenia kuchni, czy łazienki. Robienie prania jest nie mniej interesujące. Zawsze trzeba pomóc mamie pomieszać posegregowane pranie, wyjąć z pralki dopiero co włożone rzeczy, dołożyć czarną bieliznę do białego prania, oczywiście jeśli mama nie widzi, zdjąć z suszarki mokre ubrania i włożyć z powrotem do pralki. Czynnością, podczas której współpraca przebiega w miarę sprawnie jest opróżnianie zmywarki. Amelushka wyjmuje czyste naczynia, podaje mi, a ja chowam na miejsce.

Mój wolny czas, który mogę poświecić na przyjemności i obowiązki, wytyczają pory drzemek, które są zazwyczaj regularne. Na ogół ma dwie drzemki i każda z nich trwa ok. godziny. Problem zaczyna się, gdy Amelushka ni z tego ni z owego nagle zmieni swoje plany i postanowi nie spać w ogóle albo po 15 minutach budzi się wypoczęta i pełna energii do dalszej zabawy. Wtedy nici z moich planów. I tak właśnie było cały poprzedni tydzień. Dzień w dzień robiłam całą listę rzeczy do zrobienia i z niecierpliwością czekałam na drzemkę, ale niestety nie doczekałam się, bo albo w ogóle nie mogła zasnąć albo zdążyłam Ją odłożyć do łóżeczka, wyjść z pokoiku i za chwilę musiałam wracać. Realizację moich planów ciągle odkładałam w czasie z nadzieją, że może jutro będzie spała lepiej. Na to upragnione jutro czekałam cały tydzień. Potem nastała faza na jedną drzemkę dziennie, co też niezbyt mnie satysfakcjonowało, bo trwała ona około godziny. Obawiałam się, że moja Córka „wydoroślała” i uznała, że jedna drzemka Jej wystarczy. Na szczęście, wszystko wróciło do normalności i nadal śpi dwa razy dziennie.

 Na ogół sytuacje, w których jestem zmuszona zmienić swoje plany, szczególnie jeśli te zmiany uwarunkowane są czynnikami z zewnątrz, na które nie mam wpływu, wyprowadzają mnie z równowagi i zaburzają poczucie mojego wewnętrznego spokoju. Nie lubię także, gdy nie udaje mi się zrobić rzeczy, które sobie zaplanowałam, szczególnie jeśli na czymś bardzo mi zależy. Ale moja Córka systematycznie (i chyba skutecznie) uczy mnie, jak radzić sobie z takimi sytuacjami, kiedy nie wszystko, a czasami nawet nic nie idzie według planu. Są takie dni, kiedy kradnę każdą chwilę, żeby zrobić obiad, nie mówiąc już o sprzątaniu, czy tym bardziej jakichkolwiek przyjemnościach. A czasami nawet przygotowanie obiadu okazuje się niemożliwe. W takie dni mam wszystkiego dosyć, jestem zmęczona, zdenerwowana i mam ochotę krzyczeć na wszystkich wokół. Chociaż wiem, że nie ma w tym niczyjej winy. Bo przecież Amelushka jest zbyt mała, żeby zrozumieć, że mama też potrzebuje czasu, aby pobyć sama ze sobą. A w takie dni, jak nigdy indziej, potrzebuję chwili tylko dla siebie, żeby się zresetować i naładować baterie. Ale niestety, czasami muszę długo czekać na taką chwilę.  

Co robię w takich momentach? Wychodzę na spacer, aby pooddychać świeżym powietrzem i odpocząć od tych czterech ścian. A gdy i to nie pomaga, po prostu mocno zaciskam zęby i próbuję dotrwać do wieczora. Niestety z tymi wieczorami też różnie bywa. Czasami Amelushka nie chce tracić czasu na sen i idzie spać około 22, z wielką niechęcią, ale w końcu się poddaje. A czasami zasypia o 20, ale budzi się co pół godziny. Mając w perspektywie, że cała noc taka będzie, nie myślę o niczym innym, jak tylko, żeby jak najszybciej położyć się spać.
Tak właśnie wygląda planowanie z Amelushką. Czasami jest mi niesamowicie trudno, czasami najzwyklej w świecie mam dość, bo moja Córka wywraca mój świat do góry nogami i często wyczerpuje moje pokłady cierpliwości. Ale Ona i tak spojrzy na mnie tymi swoimi pięknymi dużymi oczami, obdarzy mnie tym szerokim, szczerym uśmiechem i wtuli się najmocniej jak potrafi, a ja zapomnę o całej złości. Kocham tę małą Istotkę najbardziej na świecie. I pewnie jeszcze nie raz mnie zdenerwuje, jeszcze nie raz stracę cierpliwość, jeszcze nie raz będę miała ochotę choć na chwilę uciec od tego wszystkiego, ale nic nie zmieni tego jak mocno Ją kocham.
Pewnie nadal będę planować, bo daje mi to poczucie wewnętrznego spokoju i bezpieczeństwa. I pomimo tego, że to całe planowanie, a raczej niemożność zrealizowania planów, czasami wyprowadza mnie z równowagi, lubię mieć świadomość, że mam tak wiele rzeczy do zrobienia, a jeszcze więcej do odkrycia. Pewnie kiedyś nadejdzie taki dzień, że będę miała czas na wszystko, na czytanie, robienie na drutach, szycie, sprzątanie, gotowanie, a może nawet pieczenie ciast, bo moja Córka nie będzie mnie już tak bardzo potrzebować. I wtedy zatęsknię za tym co tu i teraz.
Dlatego też zamierzam jeszcze bardziej cieszyć się i doceniać to co tu i teraz, bo te chwile są niepowtarzalne. Postaram się nauczyć choć ułamka spontaniczności, której tak wiele w mojej Amelushce.

Będąc matką, tak wiele się człowiek musi nauczyć…


TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Podejrzewam, że gospodarowanie czasem przy małym dziecku nie należy do łatwych zadań i chyba nikt tak zupełnie i całkowicie nie opanował tej sztuki 😉 Zresztą, zapewne w ciągu kilku lat będę miała się okazję przekonać.
    P.S. Mój zmysł rękodzielniczy oczywiście najpierw skupił uwagę na cudownym wdzianku kruszynki. Pozdrawiam!