NIE, bo się ubrudzisz…

„Nie wchodź do piaskownicy, bo piasek jest wilgotny, nasypie ci się do butów”, „nie wchodź na zjeżdżalnię, bo ubrudzisz spodenki”, „nie pójdziemy na plac zabaw, bo padał deszcz i jest błoto”, „nie siadaj na koniku, bo ktoś nasypał piasku”. Mogłabym wymieniać bez końca. Takie słowa słyszę prawie każdego dnia, gdy jesteśmy z Melushką na spacerze.

A do tego, te wszystkie mamy i babcie, patrzące na mnie pogardliwym wzrokiem, jakbym była złą matką i nie dbała o swoje dziecko, a co więcej, wyrządzała mu ogromną krzywdę. Bo przecież cóż to za matka, która pozwala dziecku chodzić takim brudnym?

SZCZĘŚLIWA MATKA, która posiada SZCZĘŚLIWE DZIECKO.

I o ile szczęście mojego dziecka wynika z bycia brudnym, o tyle moje niekoniecznie.

Ale to nie oznacza, że zabronię mojemu dziecku chodzenia po kałużach, czy błocie, bo ubrudzi buciki, biegania po trawie, bo sie przewróci i pozostaną zielone plamy na spodenkach, zjeżdżania po brudnej zjeżdżalni, czy wchodzenia do piaskownicy, gdy piasek jest mokry. Owszem, może ja nie widzę w tym nic przyjemnego, ale dla mojego dziecka to ogromna frajda.

Pamiętam, że gdy sama byłam dzieckiem, bawiłam się w piasku, a po chwili brudnymi rękoma jadłam bułkę, nie raz miałam piach w buzi, czy w oczach, robiłam kotlety z błota, kawę z błota i wody z kałuży. Raz nawet ją wypiłam, ale chyba nie była zbyt smaczna, bo już nigdy więcej tego nie zrobiłam (teraz za to uwielbiam kawę, ale w trochę innej postaci). Wracałam do domu w brudnych ubraniach, a nawet z dziurą w spodniach. Moja mama, miłośniczka porządku i czystości, nie była z tego zadowolona. No ale cóż, takie są uroki dzieciństwa. Więc zacerowała, naszyła łatkę, a ja na drugi dzień wróciłam z dziurą w łacie.

 

NIE JESTEM MATKĄ IDEALNĄ

Nie myśl, że jestem matką idealną, która uszczęśliwia swoje dziecko, pozwalając mu się brudzić do woli. Lubię czystość i bardzo często zapominam, jak to jest być dzieckiem, więc czasami wyrwie mi się tekst w stylu „nie chodź po błocie, omijaj kałuże”.

Ciągłe pranie, prasowanie i czyszczenie butów działa mi na nerwy. Nie lubię tego robić. Tym bardziej, że zawsze muszę robić to podwójnie, bo brudne dziecko zazwyczaj równa się brudna mama. Przynajmniej do pewnego etapu, gdy mama jest czynnie angażowana w zabawę, a czasami służy jako tragarz, gdy nóżki już tak bardzo bolą, że aż odmawiają posłuszeństwa, a tu jeszcze trzeba wrócić do domu.

Nie wspomnę już o sytuacjach, gdy nie mogę doprać nowych, dopiero co kupionych, spodenek. Ale co mi pozostaje? Zacisnąć zęby, powiedzieć sobie „przecież to tylko dziecko” i obiecać sobie, że już nigdy więcej nie założę jej na plac zabaw nowych ubranek.

Nie raz zdarzyło mi się zdenerwować, gdy Melushka, która wtedy jeszcze niezbyt dobrze opanowała naukę chodzenia, weszła w głęboką kałużę, a potem w niej usiadła, czy gdy w błocie utknął jej but, więc go zostawiła i poszła dalej w samej skarpetce. Niestety nie było to ciepłe lato, tylko środek zimy. Ona również nie była zadowolona z rozwoju sytuacji. Więc co miałam zrobić? Nakrzyczeć na nią? Po co i za co? Po prostu wzięłam na ręce tego mojego małego brudaska, zaniosłam do domu, wymyłam, przebrałam i ponownie wyszłyśmy na dwór.

Niestety, jestem matką estetką. Lubię gdy moja córka ładnie wygląda, a zarazem jest jej wygodnie. Przywiązuję dużą wagę do tego, co ma na sobie i zawsze starannie dobieram poszczególne elementy garderoby, nawet skarpetki muszą pasować 😉 Chociaż z drugiej strony doskonale zdaję sobie sprawę, że jej jest zupełnie obojętne, czy wyjdzie na dwór w modnych jeansach, czy w rozciągniętych dresach, a plac zabaw to nie wybieg mody, ani dla dzieci, ani dla mam. Chociaż niektórzy myślą chyba inaczej.

Pomimo tego, że pozwalam Melushce się brudzić, przywiązuję bardzo dużą wagę do higieny. Mój K. często mówi, że przesadzam, bo każdego wieczoru zakładam jej inną piżamkę, a poprzednia trafia oczywiście do prania, bo nie ma możliwości, abym założyła jej dwa razy te same rajstopy, czy body, jeśli wcześniej ich nie upiorę, nie lubię gdy wychodzi z domu w poplamionych ubrankach.

Więc mimo, że się tutaj tak wymądrzam i sypię dobrymi radami jak z rękawa, nie jestem matką idealną i też mam swoje „widzi misie”. Ale staram się z tym walczyć i nie upominać mojego dziecka na każdym kroku.

 

BRUD NIE ZABIJA

Zapewniam was, że pomimo tej wypitej błotnej kawy, czy zjedzonego piasku z piaskownicy, nadal żyję i mam się dobrze. Nie zachorowałam na śmiertelną chorobę, nie miałam robaków, a przynajmniej nic mi o nich nie wiadomo, moja odporność też jest nie najgorsza. Nie wyrosłam również na brudasa. I nie mówcie mi, że kiedyś było inaczej. Owszem, może czasy były inne, ale błoto tak samo brudziło, kałuże tak samo moczyły, na zjeżdżalnie także wchodziło się w brudnych butach i piasek w piaskownicy był taki sam, a może nawet gorszy, bo place zabaw nie miały ogrodzeń, które utrudniały wstęp psom czy kotom.

Trochę brudu nie wyrządzi dziecku krzywdy (oczywiście nie mówię tutaj o jakichś ekstremalnych sytuacjach). A nawet wręcz przeciwnie, bo z doświadczenia wiem, że zazwyczaj dzieci wychowywane w sterylnej czystości mają najwięcej problemów ze zdrowiem.

 

Z BRUDEM MOŻNA SOBIE PORADZIĆ

Na każdy spacer zabieramy ze sobą chusteczki, albo nawilżone, albo zwykłe higieniczne. Oczywiście, nie chodzę za moją córkę i nie wycieram jej rączek za każdym razem, gdy czegoś dotknie, bo to by zakrawało o zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Używamy ich, gdy zaistnieje nagła potrzeba w postaci rączek w błocie, albo mokrej zjeżdżalni po deszczu. Owszem, czasami muszę zużyć całą paczkę na raz, ale czego się nie robi, żeby zobaczyć tę radość w oczach swojego dziecka i usłyszeć ten głośny chichot.

Po każdym spacerze, mycie rączek i twarzy jest obowiązkowym punktem programu. Czasami, zwłaszcza latem, niezbędny jest szybki prysznic albo nawet kąpiel z mocnym szorowaniem. Ale z tym raczej nie ma problemu, bo jest to kolejna świetna okazja do zabawy. Dzieci na szczęście, zazwyczaj lubią wodę nie tylko z kałuży, ale również z kranu.

Trochę gorzej jest z ubraniami i butami, które trzeba wyprać, wyczyścić. Jednak obecnie na rynku dostępnych jest tyle proszków, płynów, kapsułek, odplamiaczy, że w walce z brudem wygrana zazwyczaj leży po naszej stronie. Komuś tu pewnie już ciśnie się na język, że ubrania niszczą się od częstego prania. No cóż, wszystko się niszczy. To jest nieuniknione. Pytanie tylko, co ma dla nas większą wartość, rzeczy czy radość naszego dziecka? Myślę, że nikt nie ma wątpliwości co do odpowiedzi.

Gdy wybieramy się na spacer, nie musimy ubierać naszego dziecka w najlepsze i najdroższe ubranka, jakie posiada. Żeby nie przyczyniać się do wzrostu ciśnienia u innych mam i babć, nie zakładajcie dziecku białych ubrań. Ja tak kiedyś zrobiłam, założyłam Melushce białe spodnie i poszłyśmy na plac zabaw. Wysłuchałam całej gamy dźwięków zaskoczenia, zdziwienia, przerażenia, współczucia, bo przecież szkoda spodenek. Dla uspokojenia dusz, obwieszczam wszem i wobec: wyprałam je i są jak nowe.

 

Nie oczekujmy od dzieci, że wychodząc na spacer, będą grzecznie szły za rączkę, w odpowiednim tempie i patrząc pod nogi, żeby się tylko nie przewrócić, a na placu zabaw usiądą obok nas na ławce, oczywiście pod warunkiem, że jakieś źle wychowane dziecko jej wcześniej nie ubrudziło i będą siedzieć i pachnieć. Nie ograniczajmy ich. Nie zamykajmy ich w ramkach naszego dorosłego świata. Wzmacniajmy ich pewność siebie. Pozwólmy im eksperymentować i odkrywać świat. Pozwólmy im na odrobinę beztroski i szaleństwa, bo w tym tkwi istota dzieciństwa.

 

Ja dla swojego dziecka jestem w stanie wejść w błoto po kolana, a Ty?

NIE, bo się ubrudzisz 1

NIE, bo się ubrudzisz 2

NIE, bo się ubrudzisz 3

NIE, bo się ubrudzisz 4

NIE, bo się ubrudzisz 5

NIE, bo się ubrudzisz 6

 

 

 

 

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Też pozwalam się brudzić i staram się ograniczać moje „uważaj..” :). Czy dobrze widzę plac zabaw w wąwozie? To tuż pod moim blokiem :D. Pozdrawiam

    • Dobrze widzisz 😉 My tam jesteśmy tylko od czasu do czasu, ale mieszkamy niezbyt daleko. Więc może kiedyś jakaś wspólna kawa albo spacer z dziewczynami?

  • Dla mnie to stwierdzenie jest trafione w 100% 🙂

  • Dziękuję 🙂 Twoje dziewczynki też są prześliczne 😉 Ja mam tak samo z kałużami:) A jak grzebie łopatką w błocie, to już w ogóle wszyscy oczy wybałuszają 😉

  • Ja pranie jeszcze przeżyję, chociaż robię to średnio co dwa dni, ale to co mnie najbardziej przeraża to prasowanie, czego nienawidzę robić, bo jest to dla mnie kompletną stratą czasu. Więc chyba niebawem moje dziecko nie dosyć, że będzie brudne na spacerach, to na dodatek będzie miało niewyprasowane ubrania. Wtedy to dopiero będą się sypały komentarze ;P

    • Też nie lubię prasowania i zazwyczaj tego nie robię 🙂 a komentarze, nawet jeśli są, to jeszcze do mnie nie dotarły 😉

      • Też bym chciała nie prasować, ale chyba jakoś nieumiejętnie piorę, bo moje ubrania są zazwyczaj okropnie wygniecione po wyjęciu z pralki. A ty masz jakiś sprawdzony sposób?

  • My jeszcze nie mamy kaloszy, ale w tym roku na pewno się w nie zaopatrzymy i mam nadzieję, że tak ja Wy, tez będziemy razem skakać po kałużach. To super sprawa mieć okazję zachowywać się tak beztrosko jak dziecko. Trzeba z tego korzystać póki można 😉

  • Zgadzam się z Tobą 100% 🙂 Moja mama też nie lubiła, jak się brudziłam, więc zawsze mnie pilnowała i ograniczała, a ja chodziłam zestresowana i wracałam do domu z duszą na ramieniu, jak porwałam spodnie, a zdarzało się to często. Ja dlatego nie zabraniam mojej córce się brudzić. Tak jak napisałaś, po to w domu jest pralka. Na szczęście czasy, gdy prało się ręcznie już daleko za nami 😉

  • My na szczęście jeszcze nie mamy tego problemu z rozczesywaniem zaklejonych włosów, bo Melushka ma pięć włosów na krzyż 😉 Ale Twoja córka ma tak piękne długie włosy, że aż zazdroszczę 🙂 Ja już się nie mogę doczekać momentu, kiedy będę mogła mojej Meli robić warkocze i kucyki 😉

  • Dokładnie. Ale czasami mam wrażenie, że niektórzy rodzice i dziadkowie chcieliby z dzieci uczynić dorosłych i zabierają im tę beztroskę, zabraniając wszystkiego. To smutne…

  • Moja mama ma bardzo podobne podejście do Ciebie, więc ja zostałam tak wychowana, chociaż bardzo się buntowałam 😉 Przyznam szczerze, że ja też wolę, gdy moje dziecko jest czyste, ale pomimo że nie zawsze jestem zadowolona, pozwalam jej się brudzić, bo wiem, że to jej daje wielką radość. Czasami ciśnie mi się na język: „nie rób tego, bo się ubrudzisz”, ale staram się powstrzymywać, bo wiem jak ja tego nie lubiłam gdy sama byłam dzieckiem.

  • Zgadzam się w 100%.

  • U mnie nawet to równe rozwieszanie prania nie działa 😉

  • Ja też należę do tych „wyrodnych”. Mi kiedyś jedna pani zwróciła uwagę, bo moja Melushka przy temperaturze ponad 20 stopni miała bluzkę z krótkim rękawem 😉

  • Również jestem zdania, że lepiej założyć mu takie ubranka, które można przeznaczyć „na stratę” i pozwolić mu szaleć do woli. Wiesz, czasami mam wrażenie, że rodzice i babcie oczekują, że dziecko pójdzie na plac zabaw i będzie siedzieć i pachnieć, a jak już wejdzie do piaskownicy, to tak żeby nie ubrudzić spodenek, czy rączek. A jak ubrudzi opiekuna, to już koniec świata.

  • Słowa „nie rób tego, bo zrobisz sobie krzywdę” równie mocno działają mi na nerwy, jak „bo się ubrudzisz”. A potem dzieci mając 5 lat, boją się wejść na drabinkę, bo spadną i tak całe życie. Ale jak do tej pory ciągle utwierdzamy je w takim przekonaniu, to czego można od nich oczekiwać? Jedynie tego, że będą się ciągle czegoś bały.

  • Ja słyszę dokładnie te same teksty i tak jak Ty zupełnie nie rozumiem po co ludzie przychodzą z dziećmi na plac zabaw, skoro tak naprawdę nie pozwalają się im bawić.
    A jeśli chodzi o ubranka, to ja mam identycznie, a na dodatek, nawet jak pójdę kupić coś sobie, to i tak wychodzę z pełną torbą ciuchów dla Melushki, a dla siebie nie mam nic, albo ewentualnie jakiś T-shirt 😉 To chyba domena matek.

  • Dokładnie wszyscy, nie tylko dzieci, ale też rodzice. Przyznam szczerze, że ja piorę swoje ubrania równie często, jak Melushki, bo regularnie zostaję obsypana piaskiem, mam błoto na spodniach, brudne kolana, itd. A nawet ostatnio jedna z pań się mocno zdziwiła, bo Melushka zrobiła mi babkę na kolanie, a ja na nią nie nakrzyczałam za to.

  • Dokładnie 🙂 Popieram Twoje podejście.

  • Pewnie, że mogą, ale na robaki też są sposoby i raczej to nie jest nic wyjątkowego wśród dzieci. Ja też się na początku bałam, ale potem zaczęłam się zastanawiać nad tym zastanawiać i doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie wiem, co się dzieje w moim organizmie, bo też się bawiłam w piachu i błocie, jak byłam dzieckiem, a nigdy nie byłam odrobaczana.

  • Dla mnie to nie jest kwestia ceny ubrań, tylko podejścia rodziców. Ja co prawda, do ludzi bogatych nie należę, ale moja Melushka nosi zazwyczaj ubrania „markowe”. Ni jest to jednak powód do tego, aby Ją ograniczać w szaleństwach i czegoś Jej zakazywać, bo pobrudzi, czy zniszczy. Ja zawsze byłam uczona, że rzeczy trzeba szanować bez względu na ich cenę. Pytanie tylko, czy w obecnych czasach, gdy każdy ma w domu pralkę a w sklepach dostępny jest cały wachlarz środków piorących, brudne ubrania są niemożliwe do uratowania? Według mnie, to jest bardziej kwestia lenistwa rodziców, a nie majętności i szacunku do rzeczy.