Jestem najlepszą matką dla mojego dziecka

Moje macierzyństwo jest dla mnie piękną, ale trudną i krętą drogą. Czasami mam wrażenie, że już z górki, aż tu nagle kolejny raz staję u podnóża Mount Everestu i niestety, nie mogę powiedzieć „dziękuję, nie wspinam się”.

Moja córka ma już ponad 20 miesięcy, a ja dopiero od niedawna jestem matką. Potrzebowałam naprawdę dużo czasu na to, aby poczuć się pewniej w swej roli, aby nauczyć się doceniać i cieszyć moim macierzyństwem. Aby zrozumieć i uwierzyć w to, że ta mała dziewczynka to moja własna córka, że nikt mi jej nie odbierze, że będzie moją córką już przez całe życie. Że będę mogła obserwować, jak rośnie, dojrzewa, zmienia się. Że będę mogła być przy niej zarówno w te lepsze, jak i te gorsze chwile. Nareszcie, stałam się matką.

Już sam widok dwóch kresek, a w zasadzie sześciu, kilka dni po tym, jak się dowiedziałam, że najprawdopodobniej nie będę mogła mieć dzieci, był dla mnie ogromny zaskoczenie. Niedowierzenie. Jak to? Jakim cudem? Niemożliwe. A jednak… Wszystkie sześć kresek zostało potwierdzone na USG. Co czułam? Szczęście, a zarówno ogromny strach i tysiące wątpliwości. Jak ja dam sobie radę? Jak uda mi się przestawić z 12 godzinnego dnia pracy na całą dobę spędzoną w domowych pieleszach? Czy będę potrafiła zrezygnować z tych wszystkie zajęć, które dają mi radość i poczucie spełnienia? Czy pogodzę się ze zmianami na moim ciele? Egoizm, który wzbudzał we mnie ogromne poczucie winy. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to jego zdrowa odmiana, która chroniła mnie przed straceniem samej siebie.

Drugi trymestr. Zaczęły się przygotowania. Czytanie czasopism i książek na temat ciąży i wychowywania dzieci, które miały mnie nauczyć, jak być perfekcyjną matką. Bo jakże inaczej? Uparcie wierzyłam, że można, że ja taka będę. Szkoła rodzenia, ćwiczenia dla ciężarnych, przygotowywanie wyprawki, remont pokoiku dla dziecka. Powiększający się brzuch, pierwsze ruchy. Cieszyłam się jak tylko mogłam, chciałam wykorzystać każdą chwilę jak najlepiej. Oczywiście wśród tego dziecięcego szału, nie zapomniałam o sobie. Nie rezygnowałam z własnego rozwoju, z własnych zainteresowań i odpoczynku. Robiłam wszystko, aby być spokojną i szczęśliwą. Snucie planów, wyobrażenia, jakże mylne, że będę matką idealną, która zawsze znajdzie czas dla dziecka, a zarazem będzie zadbana i spełniona.

No cóż, życie zweryfikowało moje idealistyczne plany i założenia.

W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany moment. Niestety, nic nie poszło według planu. A ja czułam się bezsilna i słaba, bo nie byłam w stanie urodzić naturalnie. Nawet te 15 godzin regularnych i silnych skurczów nie było dla mnie oznaką siły. Miałam dać radę, a ja się po prostu poddałam. Ale to był tylko początek. Nie mogłam przytulić swojej córki tuż po porodzie, nie mogłam jej dotknąć, ledwo ją zobaczyłam, a już mi ją zabrali. I ten irracjonalny strach, że ktoś jej zrobi krzywdę, że już nigdy jej nie odzyskam.

Potem problemy z karmieniem i ta bezsilność, że nie mogę jej wziąć na ręce, gdy płacze, że nie mogę być dla niej tak w 100%, że nie mogę zająć się nią tak jak matka powinna. To ogromne poczucie winy, że to ja potrzebowałam więcej pomocy, niż ona.

Pierwsze przewijanie, pierwsze ubieranie, pierwsza kąpiel, pierwszy spacer. Wszystko to mnie ominęło. Mogłam tylko patrzeć ze łzami w oczach i mieć nadzieję, że będzie lepiej. Musi. Nadzieję, którą traciłam kilka razy dziennie. I ciągle ten okropny żal do życia i do samej siebie za to, że nie daję rady, że jestem słaba.

W tym wszystkim nie czułam się jak matka. Nie czułam, że to moje dziecko. Byłam zagubiona. Kochałam ponad życie tę bezbronną istotkę i chciałam ją obronić przed całym światem. Jednak przez cały czas miałam wrażenie, że ta sytuacja jest tylko tymczasowa. Tak jakby ktoś dał mi ją pod opiekę i za chwilę miał zabrać.

Czas mijał, moja córka rosła, a ja dokładałam wszelkich starań, aby w końcu stanąć na nogi i być w stanie zaopiekować się zarówno sobą, jak i nią. Wreszcie się doczekałam. Nadszedł ten dzień, kiedy zostałyśmy same, byłyśmy tylko my dwie i od tej pory już wszystko miało być piękne i idealne.

Niestety, nie było…

Miałam swoją wizję tego jak chcę wychować swoje dziecko, ale nie zawsze byłam na tyle silna i pewna siebie, aby bronić swoich racji. Przez długi czas towarzyszyło mi poczucie, że muszę wszystkim tłumaczyć swoje wybory, dlaczego postępuję tak, a nie inaczej, dlaczego tego zabraniam, a na to pozwalam. Miałam wrażenie, że sama jestem dzieckiem, które nie ma prawa do własnych decyzji, którego zdania nikt nie szanuje. „Dobre” rady traktowałam jako atak wymierzony w moje macierzyństwo. Zamiast powiedzieć „dziękuję, ale i tak zrobię po swojemu, bo to moje dziecko”, za każdym razem czułam się coraz słabsza jako matka. Miałam wrażenie, że wszyscy próbują mi dowieść, że wszystko robię źle, że oni wychowaliby moje dziecko lepiej, niż ja. Dlatego też, próbowałam im wszystkim udowodnić, że świetnie daję sobie radę zarówno w roli matki, jak i pani domu. Nie prosiłam o pomoc, udawałam, że jej w ogóle nie potrzebuję.

W końcu zrozumiałam, że dobra matka, to nie ta, której dziecko nigdy nie płacze, dom lśni czystością, wszystkie ubrania idealnie wyprasowane, każdego dnia na stole obiad z dwóch dań i deser, a pod koniec dnia, który kończy się w środku nocy, nie ma siły ruszyć ręką, ani nogą. Dobra matka to szczęśliwa matka, która daje sobie prawo do słabości i błędów. która potrafi odpuścić. Która jest pewna siebie, ufa swoim wyborom i nie pozwala na to, aby ktoś inny decydował o tym, jak ma żyć ona sama i jej dziecko.

Musiałam przejść długą drogę, aby sobie to wszystko uświadomić i poukładać w głowie. Nadal nie jestem tak silna, jakbym chciała, ale pracuję nad tym. Przestałam się przejmować tym, co ludzie powiedzą, a ich uwagi puszczam mimo uszu. To ja najlepiej znam swoje dziecko, wiem czego potrzebuje, co jej dolega i chcę dla niej jak najlepiej, bo kocham ją najbardziej na świecie. Teraz najważniejsze jest dla mnie to, aby żyć i wychowywać ją w zgodzie ze sobą. Zrozumiałam, że w życiu nie zawsze jest tak, jak chcemy, ale to do nas należy decyzja, co zrobimy z tym, co los nam daje.

Dzisiaj ważny dzień. Dzień Matki. To już drugi rok, kiedy sama jestem matką. Ale dopiero teraz czuję, że to jest również mój dzień. Że zasługuję na to, aby świętować swoje macierzyństwo. Bo przecież jestem matką. Jestem dobrą matką, która każdego dnia pracuje nad sobą, aby stać się jeszcze lepsza, aby dać mojemu dziecku najlepszy przykład z możliwych, dzięki czemu będzie dobrym i szczęśliwym człowiekiem.

Życzę zarówno sobie, jak i Wam, abyśmy zawsze potrafiły znaleźć czas dla siebie, jako matki, ale także dla siebie jako kobiety. Aby zawsze towarzyszyło nam poczucie, że jesteśmy dobrymi matkami. Wyjątkowymi. Najlepszymi dla swoich dzieci.

Moje macierzyństwo 1

Moje macierzyństwo 2

Moje macierzyństwo 3

Moje macierzyństwo 4

Moje macierzyństwo 5

To właśnie ten uśmiech, który widzę każdego dnia, jest dowodem na to, że jestem dobra matką 🙂

Moje macierzyństwo 7

 
 

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Dreamer

    Piękne zdjęcia c:

  • Dziękuję 🙂 Pozdrawiamy serdecznie.

  • Najważniejsze, że udało się z jedną 😉 Przyznam szczerze, że też nie wiem jak to będzie u nas. Ja bardzo bym chciała mieć jeszcze chociaż jedno dziecko, ale nie wiem czy się uda. Pamiętam, że kiedyś marzyłam nawet o trójce 😉

  • Dziękuję :*

  • Oczywiście, że każda matka ma gorsze chwile. Macierzyństwo ma swoje blaski i cienie, ale na szczęście ten blask jest znacznie silniejszy. A poza tym, tak jak napisałaś, matka ma ogromną moc, która jest w stanie pokonać wszystko. To taka nasza tajna broń 🙂

  • Dziękuję 🙂

  • Ciekawe kiedy ja odnajdę tę swoją drogę i nie będę miała żadnych wątpliwości. Mam nadzieję, że niebawem, bo wszystko zmierza ku lepszemu 🙂

    • Wątpliwości mamy cały czas, to naturalne, nasz obraz zmienia się wraz z rozwojem dzieci, ale to nie wyklucza podążania swoją drogą.