Moja wiosenna euforia

Wiosna, a szczególnie jej początek, wywołuje we mnie stan bliżej nieokreślony. Stan, który w wielu aspektach przypomina fazę maniakalną. Działam napędzona niczym króliczek Duracell. Po prostu nie mogę się zatrzymać. Chcę więcej i więcej, dalej i dalej. I o ile zazwyczaj w planowaniu jestem mistrzem robienia najdłuższych list i odkładania na później, o tyle obecnie wyrabiam 200 procent normy i sama nie wiem jak ja to robię. Tak jakby czas był z gumy, która swą elastycznością niestety bardziej przypomina wyszczuplające rajstopy, niż babcine galoty. Ale lepsze to niż nic.

Dlatego korzystam jak mogę. Latam ze ścierą w jednej ręce i odkurzaczem w drugiej, czyszczę, pucuję, przekładam, wyrzucam, wesoło tuptając przy tym nóżką. Na bieżąco mam wszystko wyprane, a nawet wyprasowane. I muszę przyznać, że jestem dla siebie pełna podziwu, bo nawet moje okna poczuły dotyk ścierki. Oczywiście, nie wszystkie. Co to, to nie, na taką ekstrawagancję sobie nie pozwalam.

Gotuję, piekę, zamrażam, jakby co najmniej jutro miał wrócić komunizm, a wraz z nim pustki w sklepach i kolejki za kiełbasą. Dobrze, że chociaż nie kusi mnie robienie zakupów na tak zwany „zapas”, bo mogłoby to mieć opłakane skutki. A ja, wręcz przeciwnie, zachowuję się mądrze i rezolutnie, zużywam nagromadzone rzeczy i wyrzucam co trzeba, czyli tak naprawdę niewiele. Bez wątpienia, nie mam duszy minimalistki, bo mnie się zawsze wszystko przyda, zgodnie z błyskotliwą zasadą pochodzącą z pewnej bajki: „nie wyrzucaj, wykorzystuj”. Ale jak wiadomo, na wszystko można znaleźć sposób, ja również znalazłam – worki próżniowe. Uratują życie nie jednemu chomikowi. A przy okazji uszczęśliwią jego współlokatorów, dając im więcej wolnej przestrzeni do życia. Więc siedzę tak i wysysam powietrze z tych worków pełnych bezcennych rzeczy.

Ale spokojnie. Nie zaharowuję się. Daleko mi do perfekcyjnej pani domu, idealnej matki i żony, co to pod koniec dnia pada na twarz, nie mogąc ruszyć ręką, ani nogą, ale za to dom lśni czystością i pachnie świeżym chlebem, obiadem i innymi pysznościami. Może niektórym zaśmierdzi tu lenistwem, czy jak kto woli, próżniactwem, ale u mnie przyjemności, niczym Panie, zawsze przodem. Oczywiście, wszystko w miarę możliwości, ale dobrze rozpoczęty dzień to podstawa i połowa sukcesu. Wtedy jakoś tak bardziej się chce, nawet to czego wcześniej się nie chciało.

Dlatego też pierwsza rzecz jaką robię każdego dnia, niczym ślepy kot, idę po omacku do kuchni, włączam ekspres, który już po chwili roztacza po całym domu zapach pieszczący moje nozdrza. A potem z kubkiem kawy w ręku, zabieram się za realizowanie dziennego planu.

W przerwach (całkiem długich) między lataniem z tą ścierą, swoją drogą, bardzo korzystnym dla ciała – spala kalorie, wysmukla, rozciąga to tu, to tam, intensywnie się ukulturalniam, pochłaniając książki, filmy, nadrabiając zaległości w serialach. Niestety, w fazie maniakalnej mam skłonność do, ostatnimi czasy zepchniętej na dalszy plan przez siostry Hygge i Slow, wielozadaniowości. Nie potrafię usiedzieć na miejscu, nogi same mnie niosą, dlatego dochodzi do iście komediowych scen. I tak siedzę, a raczej stoję z nosem utkwionym w książkę, a w międzyczasie biorę hula-hop i kręcę tyłkiem, wymachuję ręką, nogą i czymkolwiek tylko się da.

Jedyne przy czym potrafię spokojnie usiedzieć to maszyna do szycia, czy też szydełko lub druty. Od nich trzeba mnie wręcz siłą odrywać. Wpadłam w szał tworzenia, ten z rodzaju co to śniadanie jem o 11, czy potrzebuję iść do toalety, ale jeszcze chwila, jeszcze tylko zrobię wykrój, jeszcze tylko przeszyję, jeszcze tylko…

Pod koniec dnia padam na łóżko, ale nie z braku sił, tylko z rozsądku. Bo czy chcę, czy nie chcę, spać trzeba.

Wkrótce jednak moja euforia zostanie stłumiona przez ośmiogodzinny kierat biurowy. Będę musiała rzucić ścierę w kąt, dać odetchnąć maszynie, szydełkom i drutom, i znowu realizować pomysły powoli, krok po kroku.

A teraz kończę już te moje euforyczne wypociny i wychodzę do ludzi, żeby wśród tych ścier, tkanin i włóczek, nie stracić umiejętności społecznych.

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Super, że wiosna obudziła w Tobie takie pozytywne emocje i życzę, by pozostały na lato, jesień i zimę 😉

    • Dziękuję 🙂 Mam nadzieję, że będą ze mną nie tylko wiosną.

  • www.swiattomskiego.blogspot.co

    Wiosna, słońce i dłuższy dzień napawa entuzjazmem! I bardzo dobrze, dość już zimowej szarugi.

  • Mama Tosiaczka

    U mnie też wiosenne porządki jednak jak to z 2latkiem-wszędzie go pęłno i wszędzie zostawia po sobie ślad. Okna znów pęłne odcisków małych rączek itd

    • U nas to samo 😉 Bo moja córeczka ma 2,5 roku. A ja już nie nadążam za nią sprzątać. To niczym tajfun każdego dnia.

  • Bożena Jędral

    Bloguje już kilka lat. Od jakiś dwóch jestem całkowicie wylogowana w weekendy, niezależnie od pory roku, a ten weekend miała bardzo fajny, wyjazdowy.

    • To bardzo dobry nawyk – wylogowywać się w weekendy. Świat offline jest o wiele piękniejszy.

  • Macierzynstwo-raz!

    Super, że ostatnio zaświeciło słońce w Twoim nastawieniu i życiu 🙂 Oby pozostały jak najdłużej!:)

  • Świetnie że masz zajęcie, i uważam po Twoim wpisie że można Cię określić jako Super Panią Domu. Warto też troszkę odpocząć w promieniach słoneczka, i czuć jak pozytywna energia nas ładuje… Pozdrawiam 🙂

    • Przyznam szczerze, że u mnie sprawdza się zasada, że im więcej zajęć i mniej czasu, tym szybciej wszystko robię. Szczególnie odkąd wróciłam do pracy, każdą wolną chwilę chcę wykorzystać jak najlepiej.

  • Świetnie się to czyta, masz dar! Zostaję na dłużej 😉
    Też dopada mnie taki stan – wiosenna nadpobudliwość… 😀 Przypadłość ciężka do opanowania… 🙂
    Życzę Ci dużo wytrwałości w biurze 😉 Udanego tygodnia! :*

    • Dziękuję za tak miłe słowa 🙂 A tę wiosenną nadpobudliwość rzeczywiście bardzo trudno opanować, ale bardzo ją lubię 🙂

  • Tatiana Niemczyk

    u mnie tak bywa wczesnym latem , gdy słoneczko wysoko,ale jeszcze nie upalnie…dzień wtedy taki długi tyle przyjemnego światła…cudownie się czyta Twój wpis- tyle energii… wspaniale

  • Uwielbiam wiosnę. Czekamy na te pierwsze słoneczne promienie po ponurej zimie.
    Ja też ostatnio mam zastrzyk energii.

  • Podziwiam! Jak to robisz? Tylko kawa? 😀

  • Pingback: Poduszka księżyc - jak uszyć? - amelushka.pl()

  • Wiosna uruchamia w nas super powera. Też TO czuję