Metody usypiania dzieci – część pierwsza

Każdy rodzic chciałby, aby jego dziecko spało jak suseł. Niedobór snu wpływa negatywnie nie tylko na dziecko, ale również, a może przede wszystkim, na rodziców. Bo jak wiadomo, gdy maluch nie śpi, my też nie. Gdy jesteśmy niewyspani gorzej funkcjonujemy, jesteśmy sfrustrowani, mamy mniej cierpliwości, a w konsekwencji nie potrafimy w pełni cieszyć się swoim rodzicielstwem.  W pewnym momencie, gdy nasze zmęczenie osiągnie apogeum, chwytamy się każdego sposobu, który daje nam chociaż cień szansy, że nasze dziecko w końcu zacznie spać, a co więcej samodzielnie zasypiać.

Mnie również ten problem spędzał i nadal spędza sen z powiek. Melushka nigdy nie należała do śpiochów i niestety do tej pory nie udało mi się jej skutecznie przekonać, że sen jest świetną sprawą.  Co więcej, teraz, gdy skończyła już dwa latka położenie jej spać o rozsądnej porze graniczy z cudem. Najchętniej bawiłaby się do upadłego, bo przecież sen to strata czasu.

Te dwa lata wiele mnie nauczyły. Po pierwsze, jak sobie radzić ze zmęczeniem, a po drugie stałam się specjalistką w metodach usypiania dzieci. Niestety, głównie tylko w teorii, bo praktyka nadal pozostawia wiele do życzenia.

Chciałabym podzielić się z Wami swoją wiedzą, dlatego postanowiłam stworzyć cykl wpisów na temat metod usypiania. Mimo iż, jak to zazwyczaj ze mną bywa, mam jasno określone zdanie na ten temat, starałam się przedstawić każdą poszczególną metodę tak obiektywnie, jak tylko potrafię. Każda z nich ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Ile ludzi, tyle opinii. Najważniejsze to znaleźć najlepszy sposób dla naszego dziecka i pamiętać, że każdy maluch jest inny i to co sprawdza się u jednych, u drugich może być totalną klapą. Nic na siłę.

Jako pierwsza pod lupę idzie metoda Ferbera, czyli nauka samodzielnego zasypiania w jednym kroku.

 

METODA „WYPŁAKANIA SIĘ” (METODA FERBERA)

Metoda ta opiera się na założeniu, że zaburzenia snu są wyuczone i można ich oduczyć poprzez wprowadzanie nowych przyzwyczajeń.  Jedynym kluczem jest wytrwałość i konsekwencja w dążeniu do celu, którym jest samodzielne zasypianie. Według jej założeń dziecko uczy się samodzielnego zasypiania w przeciągu kilku dni do tygodnia. Co prawda, nie przychodzi mu to łatwo, ponieważ zazwyczaj bardzo mocno buntuje się, nie chcąc zmieniać swoich dotychczasowych nawyków.

Zastosowanie tej metody wymaga spełnienia dwóch warunków:

  1. dziecko musi osiągnąć odpowiedni wiek (3-5 miesięcy)
  2. dziecko musi być zdrowe

Metoda ta polega na położeniu dziecka do łóżeczka o godzinie, o której zazwyczaj zasypia. Można również zrobić to pół godziny lub godzinę później. Jednak wtedy istnieje ryzyko, że  niemowlę będzie bardzo zmęczone, co może dodatkowo utrudnić mu zaśnięcie. Następnie należy wyjść z pokoju, a jeśli zacznie płakać, trzeba poczekać i dać mu odpowiednią ilość czasu na „wypłakanie się”, stopniowo go wydłużając. I tak:

1. dnia: gdy dziecko płacze po raz pierwszy, dajemy mu 3 min., po raz drugie – 5 min., a każdy kolejny – 10 min.

2. dnia: odpowiednio – 5 min., 10 min., 12 min.

3. dnia: 10 min, 12 min., 15 min.

4. dnia: 12 min., 15 min., 17 min.

5. dnia: 15 min, 17 min., 20 min.

6. dnia: 17 min., 20 min., 25 min.

7. dnia: 20 min., 25 min., 30 min.

Po upływie określonego czasu należy wejść do pokoju dziecka, ale nie można go brać na ręce, usypiać, uspokajać, czy głaskać. Wizyta ma jedynie na celu pokazanie maluchowi, że rodzic jest w pobliżu, ale nie pomoże mu zasnąć. Dlatego też nie powinna trwać dłużej niż 1-2 minuty. Następnie należy wyjść z pokoju, bez względu na to, czy dziecko się uspokoiło, czy nie. W takiej sytuacji naturalne jest, że niemowlę może nawet zacząć płakać intensywniej. W ten właśnie sposób powinno się postępować aż do momentu, gdy dziecko zaśnie. Gdy natomiast obudzi się w nocy, trzeba powtórzyć cały schemat.

Jeśli na początku rodzice nie potrafią wytrzymać 3 minut, mogą zacząć od 1 minuty, ale konsekwentnie muszą ten czas wydłużać. A w przypadku, gdy po 7 dniach stosowania metody, nie uzyskali efektu, jakiego oczekiwali, powinni kontynuować wydłużając czas według schematu przedstawionego powyżej.

Jeśli chodzi o poranne wstawanie, niemowlę powinno mieć stałą porę. Można ewentualnie przesunąć ją o godzinę wcześniej. Jeśli nie obudzi się o ustalonej godzinie, należy je obudzić, bez względu na to ile spało w nocy. Co więcej, nie można pozwalać mu na drzemkę zaraz po przebudzeniu.

Metoda ta wyklucza również użycie smoczka, który bądź co bądź nie czyni zasypiania samodzielnym.

Przy dziennych drzemkach, należy stosować ten sam schemat. Jeśli jednak dziecko nie zaśnie po upływie 30 minut, należy zrezygnować z drzemki. Drzemka powinna trwać nie dłużej, niż 30 minut. Po tym czasie należy dziecko obudzić. Nie można wydłużać drzemek, ani pozwalać maluchowi zasypiać późnym popołudniem.

Co sądzicie o tej metodzie? Stosowaliście ją kiedyś?

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Ja jestem jej OGROMNYM wrogiem. Nie rozumiem ludzi, którzy pozwalają się dzieciom wypłakiwać tylko po to, by zasypiał bez rodziców… świetnym przykładem dającym do myślenia jest to – dlaczego dzieci w domu dziecka nie płaczą? Dlatego, że jest im tam dobrze czy dlatego, iż nauczono je, że ich płacz jest nieskuteczny i nikt na ich potrzeby i tak nie zareaguje?

    • Miałam pozostać obiektywna i nie wyrażać swojej opinii, ale ja również jestem jej zagorzałą przeciwniczką. Tym bardziej, że kiedyś znalazłam badania, które pokazywały, że w mózgu dziecka pozostawionego aby się wypłakało, są aktywne te same obszary, co u ludzi cierpiących na depresję. To jest dokładnie tak jak napisałaś, dzieci, na których płacz nie reagujemy, po prostu przestają płakać, bo wiedzą, że i tak nikt nie przyjdzie.

  • Mnie też kompletnie nie podoba się ta metoda, jak i zresztą każda inna. W wychowaniu dziecka opieram się jedynie na intuicji i miłości, i własnych sposobach. A usypianie jest u nas zawsze takie samo – muszę przytulić i śpiewać 🙂

    • Ja też przytulam, śpiewam, a jeśli trzeba to i ukołyszę w ramionach, bo właśnie tak podpowiada mi intuicja.

  • Nie mam dzieciątka ale już teraz nie wyobrażam sobie nie reagować – bo tak to wygląda oczami dziecka, na jego potrzebę. Sama byłam dzieckiem z lękami- noce były dla mnie koszmarem. Gdybym wtedy nie dostała bliskości od rodziców to byłabym teraz pewnie sto razy bardziej lękowym dorosłym. Zdecydowane NIE!

    • Cieszę się, że masz takie zdanie na ten temat nie będąc jeszcze matką. Ja również uważam, że dziecko powinno otrzymać od rodziców jak najwięcej bliskości i wsparcia.

  • moim zdaniem totalną głupotą jest budzenie dziecka, które zasnęło. bez względu na to, jaka to pora dnia czy nocy 😉 trzeba cieszyć się korzystać, a nie budzić. słyszałam też, że takie wypłakiwanie dziecka nie jest obojętne dla jego zdrowia i rozwoju.

    • Ja również jestem przeciwniczką budzenia dziecka. Dla mnie to jest trochę jak strzelanie sobie w kolano.

  • Maria Skłodowska

    Ile dzieci, tyle sposobów na usypianie. 🙂 Trochę miałabym opory przed stosowaniem metody na wypłakanie się.

    • Przyznam szczerze, że mimo tego, że moja córeczka ma ogromne problemy z zasypianiem i spaniem, ja już na samym początku odrzuciłam tę metodę, ale osobiście znam ludzi, którzy ją stosowali.

  • Nie zostałam jeszcze mamą, ale ta metoda jest zbyt drastyczna…

    • Ja również uważam ją za zbyt drastyczną, a nawet barbarzyńską, bo zamiast okazywać dziecku miłość i wsparcie, pokazujemy mu w ten sposób, że nie może na nas polegać.

  • Czytałam już kiedyś na temat tej metody i muszę powiedzieć, że nie zgadza się z nią. Niemowlę owszem należy przyzwyczajać do stałych pór spania, ale nie w ten sposób. Dziecko jest maleńkie, bezradne i nie zna jeszcze otaczającego go świata, jest mu obce. Jedyne kogo zna to mama, ewentualnie tata… i co pozostawić dziecko zupełnie samo w tym nieznanym mu świecie. Ono potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, a w ten sposób wydaje mi się, że możemy bardzo skrzywdzić nasze dziecko i doprowadzić do tego, że będzie jeszcze bardziej: złe, niespokojne i nieufne. Dzieci w tym wieku potrzebują poczucia bliskości jak nikt inny. Niestety to się wiąże z wyrzeczeniami ze strony rodziców i u mnie takie były, ale tej metody nie stosowałam i nie mam zamiaru, a mój Syn nauczył się i tak przesypiać noce i budzić się z uśmiechem na ustach… wystarczy trochę więcej wiary w to, że miłością i zrozumieniem można zdziałać cuda 😉 Pozdrawiam gorąco 🙂

    • Ja również jestem przeciwniczką tej metody i przyznam szczerze, że nie potrafię znaleźć żadnego usprawiedliwienia dla jej stosowania. Mimo iż moja córeczka ma ponad 2 lata i w życiu przespała tylko 2 noce bez pobudek, to nawet do głowy mi nie przyszło, aby wprowadzić w życie tę metodę. Wprost przeciwnie, staram się okazywać jej tyle miłości i wsparcia ile tylko potrafię, choć przyznam, że czasami jestem zmęczona do granic możliwości, ale jej uśmiech wszystko wynagradza.

  • Natalia_21

    Bardzo skomplikowana metoda:) Ja mam inną. Po kąpieli leżymy z synkiem w salonie i oglądamy telewizor. A kiedy zaśnie zanoszę go do sypialni i razem śpimy:) Śpi jak suseł całą noc. A dzisiaj na przykład nawet do 8.00.

    • Zazdroszczę, że tak gładko to u Was się odbywa. A w jakim wieku jest Twój synek?

  • Mam dwójkę dzieci i nie stosowałam żadnych metod na usypianie. Wyszłam z założenia, że jak dziecko jest śpiące to śpi i tyle 😉 Nigdy nie budziłam też w ciągu dnia, bo sama też nie lubię być budzona, więc nie mogłabym tego komuś innemu robić 😉 Najlepiej chyba działają rytuały, czyli jedzenie, kąpiel, piżamka i łóżeczko. Dziecko prędzej czy później samo załapie, że czas już spać 😉

  • Ja staram się odkładać córkę po godzienie 20 do łózeczka, zazwyczaj do 21 pomarudzi, pogada, poużala się jak ma strasznie w tym łóżku i w końcu sama zaśnie 🙂

    • U nas niestety takie odkładanie nigdy nie skutkowało, bo zawsze kończyło się to płaczem i wrzaskiem. Ale tej metody również nie stosowałam, ponieważ uznałam ją za bardzo drastyczną.

  • Roman Sidło

    Nawet pojęcia nie miałem o istnieniu tego typu technik. Kiedy już wreszcie doczekam się swojej pociechy, z pewnością zajrzę tu ponownie i zgłębię temat nieco szczegółowiej. Dobry, pozytywny wpis, pozdrawiam 🙂

  • Dla mnie ta metoda jest nie do przyjęcia szczerze mówiąc. Na moje dzieci najlepiej działały rytuały – ta sama pora kąpieli, ta sama pora kolacji, ta sama pora pójścia spać. Nie siedziałam z dziećmi raczej i nie usypiałam. Od początku starałam się, by nauczyły się zasypiać same.

  • U nas nigdy nie było problemów ze spaniem. Na początku miałyśmy taki jakby rytuał, że najpierw kąpiel, potem mleczko i do łóżeczka. Teraz jeszcze między kąpielą, a łóżkiem doszła bajeczka. Amelka zawsze sama wybiera. Potem się przytulamy i po 2 minutach słodziak już śpi 🙂

  • Slyszałam o tym, ale niestety nie mam serca i takich wielkich problemów z drzemkami córek… Cierpliwość i rytuały to u nas podstawa. czasem są problemy z zaśnięciem, ale to sytuacje marginalne na szczęście. 🙂

  • Na mojego chrześniaka to działa, ale przyznam, że serce mnie boli gdy tak zaczyna płakać 🙁

  • Ja nie mam serca słuchać tych płaczów, choć miałam podejście do tej metody przy Filipie. Ale coś strasznego 🙁

    • Ja nawet nigdy nie zrobiłam podejścia, bo nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Ja generalnie jestem bardzo mało odporna na płacz mojej córki i reaguję na każde zająknięcie. Wiem, że takie podejście też nie jest zbyt dobre i ciągle się uczę, aby tak nie robić, jednak ciężko mi to idzie.

  • Ola

    Ta metoda uczy tylko, że w samotności dziecku nikt nie przyjdzie pomóc…. Że jest zdane na siebie. Uczy chłodu emocjonalnego. Wrrr…. NIGDY.

    • Zgadzam się z Tobą w 100%. Kiedyś gdzieś nawet znalazłam badania, że dzieci, które są pozostawione aby się wypłakały przejawiają objawy depresji.

  • Metodą tu prezentowaną uczyłam syna cierpliwości, gdy coś chciał „i to już”. Coś poskutkowało, ale do snu to lubimy się tulić, zresztą jestem zwolenniczką spania razem w dostawionym łóżeczku.Przed snem skaczemy, łaskotamy się i śpiewamy. „Męczymy” go w inny sposób niż płacz 😉

  • Nie znam nikogo, kto stosowałby tę metodę. Wszyscy znajomi rodzice postrzegają ją jako barbarzyńską i w pełni się z tym zgadzam.
    Słyszałam natomiast o łagodniejszej wersji tej metody: bez odliczania minut, dziecko można wziąć na ręce, uspokoić, ale nie może na nich zasnąć.
    Jednak zawsze przekładam sobie te dziecięce potrzeby na potrzeby dorosłych: skoro ja wolę zasypiać z mężem u boku i smutno mi zasypiać samej, to co ma powiedzieć taki maluszek, dla którego rodzice są całym światem? Według mnie to nie „nauka” tylko „tresura”, niszczenie więzi z dzieckiem i ogromnego zaufania, które do nas ma dziecko. Poza tym ten płacz… Wierzę, że każdy płacz ma znaczenie, nie jest „po prostu” płaczem, ani próbą manipulacji, tylko wynika z jakiejś biologicznej potrzeby i ma głęboki sens. Po co walczyć z naturą? Po co tak męczyć dziecko i siebie przy okazji? W tym przypadku cel nie uświęca środków.

  • Pingback: Metody usypiania dzieci - Tracy Hogg - amelushka.pl()

  • Pingback: Metody usypiania dzieci - część czwarta - amelushka.pl()

  • Metody z zostawianiem dziecka bym nigdy nie wypraktykowała, nie umiem bowiem słuchać bezczynnie jak moje dzieci płaczą. Przy młodszym na usypianie doskonale sprawdzał się szumiś. Dziś jest dość zabawnie bo Jaś który ma niecałe 2 latka kiedy chce mu się spać, mówi „mama, pać” i idzie do pokoju, kładzie się, sam włącza szumisia i tak zasypia 🙂