Matka ma wychodne

Pierwszy raz od 13 miesięcy (a może nawet i dłużej) wyszłam z domu sama, bez córki, bez męża, na kilka godzin, wieczorem. I to nie na zakupy po pampersy i zupki w słoiczkach, ale do pubu. Kiedyś pewnie wydałoby mi się to śmieszne, ale było to dla mnie wielkie wydarzenie, które skrzętnie planowałam w swojej głowie przez całą sobotę. Z jednej strony nie mogłam się doczekać, niczym małe dziecko prezentów pod choinką, ale z drugiej strony przeżywałam stres, jak przed maturą. Ale tak naprawdę był to dla mnie taki mój egzamin dojrzałości z bycia matką.

Już od samego rana zastanawiałam się, jak to wszystko ogarnąć i zorganizować, aby udało mi się wyjść z domu jak najwcześniej. Bałam się, że Amelushka nie będzie mnie odstępować na krok, jak będę się szykować. Nie wiem jak to działa, ale ona zawsze wyczuwa, gdy ja lub K. mamy wyjść z domu i potrafi chodzić za nami jak cień, a potem czekać pod drzwiami, abyśmy przypadkiem nie zapomnieli Jej wziąć ze sobą. Już sobie wyobrażałam, jak płacze, gdy wychodzę, wyciąga swoje malutkie rączki, aby iść ze mną i patrzy się na mnie oczkami mówiącymi „mamusiu, nie zostawiaj mnie, weź mnie ze sobą.”  A mnie rozdziera się serce, chociaż wiem, że nie robię nic złego, nie zostawiam Jej na zawsze, że niedługo wrócę i przytulę Ją najmocniej jak potrafię. Ale Ona niestety tego jeszcze nie wie, nie rozumie. Ale kiedyś to zrozumie, gdy zobaczy, że mama wychodzi raz, drugi, trzeci i za każdym razem do Niej wraca.
Na szczęście tym razem wszystko poszło gładko i sprawnie. K. wykąpał Ją o 19, ja Ją nakarmiłam i położyłam spać. Teraz mogłam spokojnie wyjść i cieszyć się wolnym czasem. Ale nie, nie… Nie w moim przypadku. Pomimo tego, że miała zostać z najlepszą osobą z możliwych, to i tak zanim przekroczyłam próg mieszkania, musiałam się jeszcze upewnić, że gdyby się coś działo, to K. zadzwoniłby do mnie (jakby to nie było oczywiste). Prowadząc samochód, w mojej głowie kłębiło się tysiące myśli, a co jeśli nie będę miała zasięgu, albo nie usłyszę telefonu… A co jeśli nie zadzwoni, bo nie będzie chciał psuć mi wieczoru…A co jeśli będzie chciała do mnie na rączki i K. nie będzie mógł Jej uspokoić i utulić na nowo do snu…A jak się obudzi i będzie bardzo płakać, nie będę mogła od razu być przy Niej, a zanim wrócę minie trochę czasu…
Na szczęście dojechałam bez żadnego telefonu, czyli pewnie słodko śpi. Będąc już w centrum, jeździłam w kółko i szukałam miejsca, żeby zaparkować. I tak chyba przez pół godziny. W pewnym momencie pożałowałam, że w ogóle przyjechałam, bo tracę czas na jakieś głupie parkowanie, a mogłam zostać w domu i poświęcić czas na szycie albo robótki. Skąd na mieście o tej porze tyle samochodów, dlaczego tu jest tylu ludzi… STOP. Przemawia przeze mnie jakaś stara zgorzkniała baba, a przecież jestem młodą pełną życia matką. Dawno nie byłam na starym mieście wieczorową porą i już chyba zapomniałam, że ludzie mają jakieś inne życie, niż siedzenie w domu z małymi dziećmi.
W końcu udało mi się zaparkować i poszłam na spotkanie. Gdy tylko weszłam i zobaczyłam te wszystkie znajome twarze od razu zrozumiałam, że warto było przyjechać. Niektórych osób nie widziałam już od ponad 1,5 roku, a miałam wrażenie jakby to było wczoraj. Chyba się za nimi stęskniłam, za tymi wszystkimi twarzami, które kiedyś widywałam niemal codziennie. Fajnie było usłyszeć, co się dzieje w wielkim świecie, aby znowu być na bieżąco (chociaż przez chwilę), powspominać te dobre, jak i te gorsze chwile, na które teraz patrzę już z przymrużeniem oka, a nawet wydają mi się one wręcz zabawne. Przy okazji poćwiczyłam mięśnie twarzy, które aż bolały mnie od śmiechu. I ten śmiech nie był wywołany niezdarnym chodem, dziecięcym rechotem, majtkami na głowie, upadkiem w błoto, czy innymi wydarzeniami z mojego codziennego jakże ciekawego i zabawnego życia.
Czasami dobrze jest odpocząć  od codzienności, chociażby zaledwie przez 3 godziny. Myśleć i rozmawiać  o czymś innym niż co dziś na obiad, o której Amelushka poszła spać, ile zjadła, czy gdzie pójdziemy na spacer. Myśleć i rozmawiać, gdy Amelushki nie ma obok. Kocham tę moją Córkę ponad życie. Wszystkie chwile z Nią spędzone mają dla mnie ogromną wartość, ale dla dobra nas obu czasami musimy od siebie odpocząć, zatęsknić. Bo podobno szczęśliwa matka równa się szczęśliwe dziecko.
Gdy wróciłam do domu, mój K. powiedział, że Amelushka budziła się co pół godziny. Ale nie zadzwonił, dzielnie lulał Ją i odkładał ponownie do łóżeczka, nawet po kilka razy. Poradził sobie wyśmienicie, zresztą jak zawsze.  Ja nie zdążyłam nawet dojść do łazienki, a już z pokoiku usłyszałam płacz. Poszłam i przytuliłam Ją mocno do siebie. Napawałam się ciepłem i zapachem Jej malutkiego ciałka. Byłam zmęczona i marzyłam o tym, żeby położyć się do łóżka, ale miałam jakoś tak więcej siły, niż zazwyczaj.
Pomimo tego , że spora część nocy była nieprzespana z powodu intensywnego i bardzo bolesnego ząbkowania, które ostatnio nie daje nam odetchnąć, to dzięki tym kilku chwilom spędzonym wśród znajomych, byłam jakaś taka bardziej uśmiechnięta, zadowolona, bardziej mi się chciało. Świat wyglądał lepiej, jakby pokolorowany milionem barw.

Kto by pomyślał, że takie zwykłe wyjście stanie się niezwykłe i tak zmieni postrzeganie codziennej rzeczywistości? Chyba każda matka, która spędza ze swoim dzieckiem 24h na dobę.
Chyba muszę zacząć częściej wychodzić. Tak raz na 3 miesiące 😉
TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest