Jesteś piękną kobietą?

Stajesz przed lustrem i co widzisz? Za krótkie nogi, zbyt szerokie biodra, obwisły brzuch, zbyt mały biust, duży nos, małe oczy, odstające uszy, cienkie włosy, których nijak nie da się opanować. Widzisz mało atrakcyjną kobietę, a może nawet brzydką. Tylko, czy ta kobieta w odbiciu lustrzanym to naprawdę Ty? A może znalazłaś się w gabinecie luster stworzonym przez Twoją wyobraźnię?

Jesteś zapewne przekonana, że Twoje postrzeganie samej siebie nie jest w żaden sposób zaburzone, że przecież masz lustro i widzisz wszystko czarno na białym. Potrafisz też dostrzec te wszystkie piękne kobiety wokół Ciebie, którym niczego nie brakuje i aż Cię zazdrość zżera, że nie masz tak długich nóg i płaskiego brzucha, jak Twoja koleżanka z pracy i tak gładkiej cery i dużych oczu, jak ta pani, którą codziennie spotykasz w osiedlowym sklepie.

Według większości badań ok. 90% kobiet w Polsce jest niezadowolone ze swojego wyglądu i chciałoby poprawić co najmniej jedną ze swoich części ciała. Najbardziej niezadowolone są kobiety w wieku 18-34 lat. Wyniki te przeczą powszechnej opinii, głoszącej że młodość jest piękna sama w sobie i ogólnemu dążeniu do jej zatrzymania.

Jesteśmy dziwnymi istotami. Niby rozumnymi i dążącymi do rozwoju, ale czasami zachowujemy się tak jakby naszym głównym celem było zniszczenie siebie na wzajem. Dajmy na to przykład, kiedy ktoś mówi o nas dobre słowo, czy to odnośnie aparycji, czy naszego wnętrza, większość z nas automatycznie zaprzecza i nie wierzy w szczerość słów drugiej osoby.  Co więcej, w naszym społeczeństwie mówienie o samym sobie w superlatywach, czy wystarczająco dobrze, jest postrzegane jako coś negatywnego. Taką osobę często posądzamy o wywyższanie się, czy nawet o narcyzm. Dlatego też, większość z nas tego po prostu nie robi, a co gorsza, mówi o sobie źle. I tutaj tworzy się błędne koło, ponieważ nasz sposób mówienia o sobie może stać się scenariuszem, według którego będziemy żyć.

Ostatnio w życiu mam taki czas, że dużo rozmyślam, rozglądam się, analizuję. Wiecie co mnie bardzo zastanawia? To że patrzę wokół i nie widzę. Nie widzę tych wszystkich kobiet, które składają się na tę 90 procentową grupę.

Mówiąc szczerze, nie jestem żadnym autorytetem w tej kwestii, bo gdybym była respondentem w tych badaniach, bez wątpienia zasiliłabym szereg 90%. Jednak kilka dni temu znalazłam się w sytuacji, która skłoniła mnie do głębokich refleksji odnośnie postrzegania własnego piękna.

W jednej z facebookowych grup dla mam nawiązałam rozmowę z 41-letnią kobietą, mamą dwójki chłopców. Nazwijmy ją A. W całym toku naszej rozmowy niesamowicie dotknęła mnie jedna kwestia. A. napisała, że czuje się nieatrakcyjna i zaczęła wymieniać wszystkie swoje kompleksy, tu za dużo, tam za mało. Na początku nie widziałam w tym nic nadzwyczajnego, problemy jak u większości z nas, zmarszczki, rozstępy, nadmiar kilogramów po ciąży i jeszcze kilka innych defektów. Chcąc wiedzieć z kim poruszam takie osobiste tematy, z ciekawości weszłam na profil A. i szczęka mi opadła. Na zdjęciach zobaczyłam atrakcyjną, elegancką, zadbaną i seksowną kobietę, wyglądającą na co najwyżej 35 lat. Szczupła, długie nogi, piękny biust, talia osy, gładka cera. Jednym słowem, nic dodać, nic ująć. To ten typ kobiety, którą mijasz na ulicy i pierwsze, co przychodzi ci do głowy to: „kurczę, jak ona to robi?”. Zdaję sobie sprawę, że na portale społecznościowe zazwyczaj umieszczamy zdjęcia siebie w najlepszym wydaniu, ale w tym przypadku, z pewnością nie były to zdjęcia rodem z Photoshop’a.

Wiecie jaki jest problem A.? Na pewno nie jest nim brak atrakcyjności, bo ma jej w nadmiarze. Problemem jest to, że nie jest szczęśliwa. Złożyło się na to wiele kwestii, ale głównym zapalnikiem jest rozwód, przez który obecnie przechodzi.

Ta sytuacja uświadomiła mi jedną rzecz. Piękno nie jest na zewnątrz, piękno jest w nas. Bez względu na to, czy masz figurę modelki, czy bliżej ci do barokowego kanonu piękna, jeśli nie jesteś szczęśliwa, nie będziesz czuła się piękna.

Przestań myśleć, że ta brunetka o idealnej figurze i twarzy, ma lepiej. Przestań zazdrościć. Skąd wiesz, czy ona jest szczęśliwa? Czy czuje się piękna? Może ona też spogląda na Ciebie nieśmiałym wzrokiem i chciałaby być taka jak Ty? Może zazdrości Ci Twojego pięknego uśmiechu, Twoich błyszczących oczu, z których emanuje szczęście? Zapewne pomyślisz sobie: „nie, niemożliwe”. Ale uwierz mi, gdybym minęła A. na ulicy, pomyślałabym, że jest jedną z najpiękniejszych i najszczęśliwszych kobiet, na pewno nie przyszłoby mi do głowy, że ona uważa inaczej.

A nawet jeśli te brunetka czuje się piękna i szczęśliwa, nawet jeśli ma idealne życie, to co z tego? Czy to oznacza, że Ty nie możesz taka być? Czy nie możesz zadbać o to, aby mieć najlepsze życie z możliwych? W końcu masz je tylko jedno, nie dostaniesz drugiej szansy. Wyobraź sobie siebie za 20, 30, czy 40 lat. Co wtedy będzie dla Ciebie miało największą wartość? Czego najbardziej będziesz żałować? Tego, że nie miałaś długich nóg i talii osy, czy tego, że byłaś za rzadko szczęśliwa?

Piękna nie mierzy się grubością makijażu, ilością centymetrów w talii, czy udach, poziomem tkanki tłuszczowej, czy ilością kilogramów. Piękno mierzy się poziomem szczęścia.

Jeśli sprawi Ci to radość, zrób sobie piękny makijaż, pomaluj paznokcie, idź na siłownię, załóż seksowną bieliznę, kup sobie coś nowego, włącz ulubioną muzykę i po prostu tańcz. Zadbaj o siebie, ale nie tylko o to co jest na zewnątrz, ale przede wszystkim o to, co jest wewnątrz. Postaraj się być szczęśliwa. Każdego dnia stań przed lustrem, uśmiechnij się do siebie najszerzej jak tylko potrafisz i powiedz sobie: „jestem piękną kobietą”, bo naprawdę nią jesteś. Nie daj sobie wmówić, że piękno przemija wraz z wiekiem.

Spraw, abyś za kilka lat nie żałowała ani jednej chwili swojego życia.

Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Dziękuję za miłe słowa :*

  • To prawda. Wiele kobiet nie dba o siebie, bo nie zostały tego nauczone. Niestety u nas jeszcze bardzo często panuje przeświadczenie, że kobieta najpierw powinna zadbać o dom, dzieci, rodzinę, a gdzieś tam na końcu o siebie. Tylko, że na to ostatnie zazwyczaj brakuje czasu i sił. To jest smutne.

  • Wiesz, jeśli kobieta sama coś z tym nie zrobi i sama sobie nie pomoże, to chyba nikt, nawet własny mąż, nie zmieni jej myślenia. A tak w ogóle dobrze jest wiedzieć, że Ty, jako mężczyzna, tak to postrzegasz 🙂

  • niestety zbyt mało kobiet nie dostrzega swojego piękna. Moim zdaniem to wszystko przez media, które kreują nie naturalność, a klony 😀

    • Dokładnie. Media mają w tym największy udział. Mam wrażenie, że kiedyś ludzie byli bardziej szczęśliwi, bardziej pewni siebie i nie przywiązywali takiej wagi do swojego wyglądu, bo nie było dostępu do tych wszystkich „idealnych” wizerunków przedstawianych w TV, czy w Internecie.

  • Ja po porodzie, albo po trzydziestce – nie wiem, co było czynnikiem decydującym, bo akurat to się zbiegło, w 100% zaakceptowałam siebie, swoje życie, swój wygląd, i ze wszystkiego jestem bardzo zadowolona 🙂

    • U mnie pojawienie się Melushki na świecie również dużo rzeczy zmieniło na lepsze jeśli chodzi o postrzeganie siebie, swojego życia i ogólnie świata. Takie małe istotki z tych naszych dzieci, a tyle potrafią zmienić 🙂

  • Dziękuję ;-*

  • Owszem, niektóre kobiety zachowują się tak, ponieważ chcą się dowartościować, ale moim zdaniem to również wynika z ich niskiego poczucia własnej wartości. A przypadek, który ja opisuję rzeczywiście ma drugie dno i póki co trudno wyjść z tej sytuacji, ponieważ kobieta ta w tym momencie nie potrafi dostrzec żadnych pozytywnych stron życia, ale mam nadzieję, że niebawem się to zmieni, że będzie potrafiła znaleźć siłę sama w sobie, bo to o to w tym wszystkim chodzi, żeby nie uzależniać się od drugiej osoby.

  • Ja również nie rozumiem, dlatego dziękuję Ci bardzo za Twoją opinię 🙂

  • Dziękuję :)Problemem jest to, że chyba większość kobiet się tak postrzega. Ja również nie akceptuję w pełni tego jak wyglądam i często zazdroszczę innym kobietom, szczególnie nóg 🙂 Ale ta sytuacja uświadomiła mi, że bycie pięknym nie gwarantuje nam szczęścia. Wiesz, często słyszałam, że ładni ludzie mają łatwiej w życiu, ale to chyba jednak nie do końca tak jest.

    • Cóż Gaba jest bardziej blogowa a ja bardziej szyciowa w naszej małej Manufakturze:D

      • To tym bardziej czuję się zaszczycona, że do mnie zajrzałaś 🙂 Ja do Was zaglądam regularnie, zarówno na blog, ponieważ uwielbiam teksty Gaby (ale z tego co się orientuję to Twoje też jakieś tam są), jak i do sklepu, bo piękne rzeczy tworzycie 😉

  • Beato, Twoje podejście jest mi bardzo bliskie i cieszy mnie to, że są takie osoby jak Ty. Również uważam, że zawsze można zrobić coś dla siebie, żeby lepiej się poczuć i naprawdę nie potrzeba ani dużo czasu, ani dużo wysiłku. Wystarczy tylko trochę chęci. A jeśli chodzi o tę zazdrość, to często nie wynika ona z niedostatków w naszym wyglądzie, tylko z niskiego poczucia własnej wartości i nawet gdybyśmy nagle stały się tymi pięknościami, to i tak zawsze znalazłby się ktoś lepszy i piękniejszy, komu byśmy zazdrościły.
    Chciałam Ci jeszcze powiedzieć, że ogromnie się cieszę, że do mnie zajrzałaś, bo to zazwyczaj Gaba zostawia mi jakieś miłe słowo. Jest mi niezmiernie miło :*

  • Wiesz Gaba, ja kiedyś myślałam, że ta akceptacja siebie przychodzi z wiekiem, ale opisywana przeze mnie sytuacja pokazuje co innego. Ale tak jak napisałaś, do tego trzeba dojrzeć, a to już nie jest kwestia wieku. Niektóre z nas niestety nigdy do tego nie dojrzewają albo zajmuje im to bardzo długi czas. Wydaje mi się, że aby w pełni zaakceptować siebie, trzeba włożyć w to dużo pracy. Mam nadzieję, że kiedyś mi też się to uda 🙂

  • Dziękuję za miłe słowa 🙂 Jeśli chodzi o te ideały, to uważam, że powinniśmy zmienić nasze nastawienie. Każdy dla siebie powinien być ideałem albo pracować nad sobą, aby nim być.

  • To szukanie winy w sobie wynika chyba z niskiego poczucia własnej wartości. Tak naprawdę większości z nas brakuje po prostu takiej silnej wiary w siebie. Do tego obserwujemy te wszystkie idealne kobiety i ich idealne życie w telewizji, Internecie, gazetach i pojawia się zazdrość i chęć bycia takimi jak one. A tak naprawdę nie wiemy, jak wygląda ich prawdziwe życie poza kulisami, nie tylko telewizji, ale również blogowania, pracy itd.

  • Oj tak, rzeczywiście od nastroju dużo zależy. Ale z drugiej strony to straszne, że nasze nastroje mają aż taki wpływ na sposób naszego myślenia. Gdy mamy te gorsze dni, to zamiast się podbudowywać dobrymi myślami, to my zazwyczaj postrzegamy wszystko w czarnych barwach, co niestety do niczego dobrego nas nie prowadzi.

  • Napisałaś niezwykle istotne słowa, a mianowicie, że niewiele trzeba aby kobieta zaczęła czuć się nieatrakcyjna. Niestety, aby potem to naprawić i odbudować to poczucie atrakcyjności potrzeba już wiele więcej. Ale prawda jest taka, że jeśli kobieta ma wysokie poczucie własnej wartości, to ciężko nadszarpnąć jej myślenie o sobie. Tylko problem jest taki, że mało z nas w pełni wierzy w siebie i akceptuje swój wygląd.

  • Każda z nas ma lepsze i gorsze dni. Najważniejsze to zachować równowagę i nie pozwolić na to, aby druga osoba wpływała na to jak się czujemy, bo akceptacji powinniśmy szukać w sobie, a nie na zewnątrz. A tymczasem życzę Ci abyś pamiętała o tym, że jesteś piękna każdego dnia, bez wyjątków 🙂

  • Wiesz, a dla mnie ciąża była fajnym okresem, bo wtedy brzuszek sprawiał, że wszystkie inne mankamenty ciała odeszły w cień 🙂 Ale z kolei okres po ciąży już nie był taki piękny.

  • Dziękuję za miłe słowa :* Pozdrawiam ciepło 🙂

  • Zgadzam się z Tobą, że to jak się widzimy w dużej mierze zależy od naszego dzieciństwa. Dużo się mówi, że nasze postawy kreują media, ale gdy mamy solidne fundamenty wiary w siebie i akceptacji siebie, to nawet media nie są w stanie ich zburzyć. A doskonałość rzeczywiście nie istnieje, ale mimo to ciągłe do niej dążymy.

  • W sytuacji Pani A. rozwód ma ogromne znaczenie na to jak się postrzega. Swoją drogą to smutne, że relacje z drugim człowiekiem mogą tak bardzo nadszarpnąć poczucie akceptacji samej siebie.
    A jeśli chodzi o poprawianie sobie samopoczucia, to rzeczywiście najzwyklejsze drobiazgi mają duży wpływ i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Nie musimy robić operacji plastycznych, czy skomplikowanych zabiegów w salonach kosmetycznych. Czasami po prostu wystarczy pomalować paznokcie☺

  • Praca nad sobą ma ogromne znaczenie. Ja również mam lepsze i gorsze chwile. Moje postrzeganie samej siebie w dużej mierze zależy od mojego samopoczucia. Jednak kiedy jest mi źle, staram się coś z tym zrobić.

  • Media rzeczywiście „odwalają kawał złej roboty”. Ale mnie się wydaje, że problem zaczyna się w nas, bo gdybyśmy miały wysokie poczucie własnej wartości i w pełni akceptowały siebie, to nie oglądałybyśmy się na innych.

  • Wiesz, to piękne co napisałaś o niedoskonałości 😉 Niestety, nie wszyscy mają do tego takie podejście jak Ty. A szkoda…

  • I jak udało Ci się choć trochę już wypocząć i zadbać o siebie? Wiesz, ja tez mam takie dni, że nie mam na nic czasu, mało śpię, źle się odżywiam i ogólnie nie dbam o siebie. Ale zauważyłam, że to bardzo źle na mnie wpływa, a w konsekwencji odbija się na mojej córeczce i mężu. Dlatego też zawsze staram się znaleźć chociaż 5 minut dla siebie, a jak już jestem kompletnie wyczerpana, to wtedy odpuszczam sprzątanie, gotowanie i staram się odpocząć.

  • Ach, jak to dobrze usłyszeć, że są takie kobiety jak Ty, które wierzą w siebie i wiedzą ile są warte. Inga, jesteś doskonałym przykładem na to, że można i to powinno wszystkich motywować. Problemem jest to, że u niektórych kobiet wypracowanie poczucia własnej wartości wymaga dużo pracy i czasu. Poza tym wiele z nas, kobiet, ma błędne przeświadczenie, że piękno i akceptacja samej siebie zależy od innych ludzi i od przedmiotów materialnych. Oczywiście, miło jest być przez kogoś docenionym, ale to nie powinno wpływać na nasz sposób postrzegania siebie. Tym bardziej, że część z nas takie komplementy traktuje właśnie jako żart.

    • Jestem dobrym przykładem, że można, bo pracowałam na swoje poczucie wartości, szczęścia też:) W jednym i drugim zaczynałam od poziomu poniżej zera:)

  • Może warto nad tym popracować? To naprawdę wiele zmienia w życiu, gdy kobieta w pełni akceptuje siebie.

  • Ta akceptacja siebie jednym kobietom przychodzi łatwiej, a drugim niestety trudniej, ale naprawdę warto nad tym pracować, bo gdy kochamy siebie, to życie jest o wiele piękniejsze i łatwiejsze.

  • Zgodzę się w 100%, że praca nad swoim rozwojem i ogólnie nad sobą, niekoniecznie taka ukierunkowana na poczucie własnej wartości, ma ogromne znaczenie. W dużej mierze pomaga poczuć się lepiej samemu ze sobą i poczuć się pewniej. Ale prawdą jest też to, że najtrudniej jest zacząć, ale jak już się to zrobi, to człowiek nie chce przestać, bo widzi rezultaty.

  • Dokładnie. To jak postrzegamy samego siebie i czy wierzymy w swoje możliwości w dużej mierze zależy od tego, jak zostaliśmy wychowani. Owszem, w dorosłym życiu możemy to zmienić, ale wymaga to sporo pracy, a co najważniejsze chęci.

  • Problemem kobiet jest to, że dążą do ideałów, jakie są kreowane przez media. Bo aktorki, piosenkarki i inne są takie piękne… Każda z nas by tak wyglądała po operacjach, z grupą stylistów, specjalistów od make-up-u i photoshopa 🙂 Ale tak naprawdę ideałów nie ma i z tym się pogodzić musimy. Albo czuję się dobrze w swoim ciele, albo wyznaczam sobie racjonalny cel, co mogłabym poprawić, żeby poczuć się jeszcze lepiej. Ale szczęśliwa jestem zawsze bo lubię siebie i znam swoją wartość 🙂

  • To smutne, że aż 90%. Z czego to wynika? Z modelu wychowania? Z wytykania próżności? Z wpajania skromności w miejsce pewności siebie? Nie wątpię, że kolorowe magazyny i fotoszop mają w tym swój udział, ale wychowanie też odgrywa ogromną rolę.
    Osobiście mam wiele kompleksów, ale masz rację, że pomaga uśmiech, a także poukładane życie osobiste, zachwyt ukochanego mężczyzny… choć to przekonanie o własnej atrakcyjności nie powinno być budowane w oparciu o opinię drugiej osoby (choćby najbliższej), powinno być w nas zawsze! 🙂

  • Pingback: Zasługujesz na szczęście - kuferek przyjemności - amelushka.pl()