Gdzie te matki i babcie?

Wychodzimy na spacer przed południem, a tam pusto. Oprócz pana posypującego chodnik piaskiem, żeby pani z pieskiem się nie poślizgnęła, nie ma nikogo. Jeszcze może od czasu do czasu, przemknie pani z zakupami, na chwilę przystanie, uśmiechnie się, zagada i pójdzie dalej.

 

Wychodzimy na spacer po południu i wreszcie widzę dzieci, cały tabun młodszych i starszych, zjeżdżających na sankach, ślizgaczach, kawałkach kartonów i innych dziwnych rzeczach, bo jak wiadomo dziecięca kreatywność nie zna granic. Ale gdzie się podziały te wszystkie mamy i babcie, które jeszcze kilka miesięcy temu spacerowały z wózkami albo za rączkę z brzdącami tuptającymi jak małe pingwiny? Czasami w sklepie spotkam jedną z dzieckiem w wózku, opatulonym po sam nos i zawiniętym w trzy koce albo drugą biegnącą do domu, żeby jej dziecko nie zmarzło, bo przecież na dworze mróz -5°C. Ale to tylko pojedyncze egzemplarze. A gdzie cała reszta? Jeszcze w październiku trudno było znaleźć wolną ławkę, żeby na chwilę przysiąść, bo wszędzie te kobiety z wózkami. A teraz pustka. Co się z nimi stało? Może wyjechały do ciepłych krajów albo po prostu zaszyły się w domu pod ciepłym kocem, czy pierzyną i postanowiły przeczekać zimę. Nie wiem… Nie moja sprawa…

 

U nas spacer jest stałym punktem dnia, bez względu na pogodę. Jedyne co może nas zimą zatrzymać to burza śnieżna lub mróz rodem z dalekiej północy. I to wcale nie dlatego, że uwielbiam zimę. Wręcz przeciwnie, jestem ciepłolubna i nie pałam sympatią do zmarzniętych dłoni i palców, szczypiących czerwonych policzków i  ubierania się jak Eskimos. Bardzo często mam ochotę zaszyć się pod ciepłym kocem i nie wychylać nosa na zewnątrz. Ale to nie oznacza, że moje ponad roczne dziecko ma kisić się w domu, nie wiedzieć jak smakuje śnieg, bałwana znać tylko z obrazków, sanki widzieć tylko przez okno i nie wiedzieć jak to jest zjechać z górki na pupie.
Oprócz tych wszystkich atrakcji, zimowe spacery mają też inne zalety:

 

Wzmacniają układ odpornościowy i hartują
Zaczerwieniony nosek i policzki, czy od czasu do czasu zmarznięte dłonie i stopy, mogą wyjść na dobre naszemu maluchowi. Przyda też mu się codzienny zastrzyk tlenu w postaci świeżego mroźnego powietrza.

 

Zapewniają lepszy i dłuższy sen
Po zimowym spacerze chyba każdy ma ochotę wskoczyć pod ciepły koc i uciąć sobie krótką drzemką. Dziecko tym bardziej, co daje nam dodatkowy czas na odpoczynek.

 

Zwiększają apetyt
Nie ma lepszego sposobu na niejadka, jak ruch na świeżym powietrzu.

 

Co więcej zimowe spacery mają sporą przewagę nad tymi w środku lata.

 

Mniejsze prawdopodobieństwo wdepnięcia na minę
Śnieg zakrywa większość nieprzyjemnych niespodzianek pozostawionych przez psy. A te całkiem świeże są trudne do przeoczenia na śnieżnobiałym tle. Problem pojawia się, gdy zaczynają się roztopy…

 

Brak otarć
Gruba warstwa ubrań stanowi świetną ochronę w razie wszelkich upadków. A poza tym puszysty śnieg również zapewnia miękkie lądowanie.

 

Czystsze dziecko
Śnieg ma ogromną przewagę nad piachem czy błotem. Nie pozostawia brudnych śladów i nie jest tak uciążliwy, bo nawet jeśli dostanie się do butów, czy pod spodnie, to i tak się rozpuści. Zimą trudno też o przemoczenie ubrań, bo większość zimowych kombinezonów, kurtek i spodni jest nieprzemakalna.  Maluch więc może szaleć do woli, robiąc orzełki, zjeżdżając z górki na pupie, czy turlając się po śniegu. A mama może się spokojnie przyglądać.

 

Łatwiejszy kamuflaż
Zimą łatwiej ukryć dodatkowe centymetry w pasie, zbyt szerokie biodra, czy zbyt krągłe pośladki. W zimowych kurtkach i kożuchach każdy wygląda podobnie. Grube kostki też znacznie lepiej prezentują się w kozakach, niż w sandałach. Zawsze można wszystko zgonić na grube skarpety.

 

Wiosna bez kamuflażu
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wiosną nie będziemy potrzebowały kamuflażu. Wystarczy, że kilkadziesiąt razy zabierzemy dziecko na szybką przejażdżkę sankami, ulepimy 50 bałwanów i 100 razy wejdziemy na oblodzoną górkę. A po powrocie do domu, zrezygnujemy z gorącej czekolady na rzecz gorzkiej herbaty z cytryną.

 

Powrót do dzieciństwa
Lepienie bałwana, pokazywanie dziecku jak zrobić orzełka na śniegu, wspólne zjeżdżanie na sankach (bo maluch może się bać zjechać sam) to punkty obowiązkowe przy małym dziecku. Nikogo nie będzie dziwiło, że dorosła kobieta kładzie się na śniegu i robi orzełka, czy zjeżdża na sankach, na które zresztą z trudem wcisnęła swoje cztery litery (ach te wąskie oparcia i grube płaszcze).

A na koniec mam tylko jedno małe życzenie. Niech już nadejdzie ciepła słoneczna wiosna.

amelushka - zima 1

amelushka - zima 2

amelushka - zima 3

amelushka - zima 4

amelushka - zima 5

amelushka - zima 6

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Sama słodycz z Twojej córy!!! Podobają mi się Twoje argumenty za wychodzeniem na spacer zimą, szczególnie ten z minami – hehe, nie przyszłoby mi to do głowy 😀 Ja staram się wyjść z synkiem każdego dnia, trzeba starszego w końcu z przedszkola odbierać 😀 Ale powiem, że czasem odstrasza mnie smog… niestety u nas często bywa i przed tym wolę raczej szybko do domku uciekać 🙂

  • My jesteśmy na spacerze codziennie. Chłopaki potrzebują dużo ruchu.Podobnie jak Ty, jestem przekonana o dobroczynnych właściwościach ruchu na świeżym powietrzu niezależnie od pogody.

  • Właśnie, wiele osób trzyma dzieci w domu w zimie, a my jako dzieci wracałysmy całe czerwone i zmarzniete do domu i nikt nie chorował

  • Zgadzam się w 100%! Spacer na świeżym powietrzu to samo zdrowie. A swoją drogą ŚLICZNE zdjęcia 🙂

  • A.

    Odpowiem na moim przykładzie- w żłobku lub przedszkolu. Zgadzam się w 100%, żeby wychodzić z dziećmi codziennie i w mróz też. Jak moja Hania była mniejsza też wychodziłyśmy , niestety macierzyński dobiegł końca- a wg mnie spacer po ciemku nie jest taki fajny dla dziecka. Pozdrawiam 🙂

  • Bardzo fajny i ważny tekst 🙂 Jestem tego samego zdania, dzieci należy hartować a nie przegrzewać. Choć spotkałam się z krytyką, wychodząc z miesięcznym dzieckiem w grudniu na spacer 😉

  • Świetny tekst !!! Tylko wyzrowiejemy i idziemy w Twoje ślady 🙂

  • Zawsze wychodziłam z dziećmi na spacer. Deszcz nie jest przeszkodą�� Od czego są parasole czy folie na wózki.

  • Piękne zdjęcia:) jestem za tym żeby wychodzić z dziećmi w każdą pogodę i nie ma co chuchać i dmuchać bo wcale to na dobre nie wychodzi 😉

  • Mam dokładnie te same przemyślenia – całe lato i wczesną jesień pełno było mam z wózkami, zawsze spotkałam kogoś znajomego, a gdzieś od drugiej połowy listopada snuję się samotnie jak po jakimś opuszczonym mieście – wiatr hula, i tylko my z Franciszkiem brniemy przez złowrogą ciszę 😉

  • Spacery wyostrzają apetyt i zapewniają dobry późniejszy sen… nie tylko dzieciom, ale i dorosłym 🙂 Nie lubię mrozu, ale co zrobić? Zamknąć się w domu na cztery spusty i tak czekać do wiosny? Nie ma mowy!

    • asia

      Ja też nie lubię mrozu, ale wychodzimy codziennie. Przyznam szczerze, że zimowe spacery zapewniają lepszy sen bardziej mnie, niż mojej córce. Dlatego też z niecierpliwością czekam na ciepłe wiosenne dni.

  • Moja córcia zimna nie lubi, ale śnieg owszem. Przyznam szczerze, że ja też jestem ciepłolubna, dlatego cieszę się, że już nadeszła wiosna☺ To teraz nadrabiajcie spacery w te ciepłe słoneczne dni. I oby ta pogoda się utrzymała.

  • U nas też piękna pogoda, ale niestety zapowiadają ochłodzenie i deszcze 🙁

  • Ach, to już stary wpis. Teraz chyba powinnam napisać o przegrzewaniu dzieci ;P Chociaż z tym wychodzeniem na dwór również różnie bywa i wiosną. Gdy jest ciepło, to oczywiście jest pełno dzieci, ale jak dzisiaj było 14 stopni, to ani żywej duszy na placu zabaw.

  • Według mnie lato rządzi się jeszcze innymi prawami i gdy zdarzają się dni poniżej 20 stopni, to ludzie nie wychodzą z domu, bo przecież jest zimno 😉

  • Anna Prokopowicz

    Mnie też to zastanawia. Ledwo spadnie śnieg, albo pojawi sie mrzawka i mój park pustoszeje. Czasem jestem jedyną wózkową. Opiekując się bratanicą zauważyłam jeszcze jeden syndrom. Na zamkniętym osiedlu codziennie spotykałam te same osoby – głównie babcie i mamy. Wiadomo, spacer o tej samej porze więc i twarze te same. Tylko w weekend jakoś pusciej, widocznie rodzicom już tak bardzo sie spacerować nie chciało.

  • www.swiattomskiego.blogspot.co

    Zgadzam się ,że spacer powinien odbyć się w każdą pogodę. Odporność mojego starszego syna była nieporównywalnie większa – gdy wychodziliśmy codziennie, niż młodszego, z którym nie miałam możliwości wyjścia codziennie.