29 miesięcy za nami

Każdego dnia tak bardzo się zmienia. Aż nie potrafię za nią nadążyć. Bacznie przyglądam się i czasami nie poznaję własnej córki. Niestety, już nie jestem bezpośrednim świadkiem tych wszystkich zmian. Już nie idziemy ramię w ramię tak jak to było do tej pory. Częściowo wypuściłam ją spod swoich skrzydeł i oddałam światu. Teraz ma swoją własną część codzienności, do której ja nie mam wstępu.

Nie jestem już w stanie zarejestrować każdego nowego słowa w słowniku, który tak szybko się rozrasta. Śledzić gustów smakowych, nowych piosenek, każdego ruchu ciała, gestu, miny. Być przy każdym wybuchu śmiechu i każdej wylanej łzie. Nie jestem w stanie być świadkiem wszystkiego tego, co jeszcze do niedawna odnotowywałam w swojej pamięci z każdym najdrobniejszym szczegółem.

Teraz, po ponad dwóch miesiącach, kiedy już wszelkie emocje opadły, mam w końcu czas, aby usiąść i zastanowić się nad zmianami, jakie zaszły w naszym życiu. Stanąć obok i spojrzeć na wszystko obiektywnie. Przyznam szczerze, że ogromnie tęsknię za tą naszą wspólną codziennością, kiedy miałyśmy siebie na wyłączność. Dotarło do mnie, że czasu nie da się cofnąć, że już nigdy nie będzie tak jak było.

Nie będzie codziennych wspólnych posiłków, spacerów, długich poranków w łóżku, czy snucia się po domu i piżamach. Ostatnio nasze życie znacznie przyspieszyło i mamy dużo mniej czasu dla siebie. A ja mam poczucie, że umyka mi coś bardzo cennego. Muszę się jednak z tym pogodzić, bo taka jest kolei rzeczy. I mimo iż teraz nie jest to już takie łatwe, nadal staram się łapać każdą chwilę, tak jak tylko potrafię. Uważnie obserwować, słuchać, żeby nie przeoczyć niczego istotnego.

Przy tym wszystkim jestem niesamowicie dumna z Melsuhki, że tak świetnie daje sobie radę. Bez problemu odnalazła się w żłobku, ma tam swoje ulubione ciocie, koleżanki i kolegów. Chociaż bardziej ciągnie ją do chłopców. Gdy kiedyś zapytałam ją czy ma jakieś koleżanki w żłobku, odpowiedział mi: „tak, Bruna, Jasia i Maciusia”.

Ostatni miesiąc upłynął nam pod znakiem ciągłego kataru, przebijanie się piątek, zapalenia uszu, a także oskrzeli. A głównym winowajcą okazał się trzeci migdał, którego niestety będziemy musieli się chyba pozbyć. Na szczęście, mimo chorowania, Melushce udało się załapać na swój pierwszy w życiu publiczny występ, a mianowicie dzień babci i dziadka w żłobku. Oj, dała mi ogromny powód do dumy. Pięknie tańczyła i śpiewała, aż nie mogłam wyjść z zachwytu. A jeszcze na dodatek, dochodzące mnie rozmowy innych rodziców i dziadków: „Patrz na tę dziewczynkę, jak świetnie tańczy” – ach, miód na moje serce. Nigdy nie przypuszczałam, że taki zwykły żłobkowy występ może wywołać we mnie tak silne emocje.

Ta moja mała kochana gwiazda zaskakuje mnie każdego dnia. Staje się coraz bardziej kreatywna. Wymyśla swoje własne słowa, piosenki, historie. Buzia jej się nie zamyka, cały czas mówi, mówi i mówi, a jej teksty czasami zwalają mnie z nóg. I tak ostatnio usłyszałam: „mamuś, mam duży brzuszek, bo mam w brzuszku dzidziusia”, „starczy już tego kochania”, „mamo, przestań, zmęczyłaś mnie tym całowaniem”, „nie jestem jeszcze gotowa, będę gotowa o 12, jak się umaluję.”

Obecnie do jej ulubionych zabawek należy Masza z zestawem lekarskim, ciastolina, ulice z samochodami i oczywiście kuchnia. Poza tym uwielbia pomagać mi we wszystkich codziennych czynnościach, a najbardziej w gotowaniu. Ostatnio dużo czasu spędzamy również na czytaniu książek. I tutaj ponownie Masza wiedzie prym. Przyznam szczerze, że ja sama zapałałam dużą sympatią do tej małej psotnicy. Melushka nawet ostatnio stwierdziła, że ona jest Masza, tata jest niedźwiedź, a ja jestem niedźwiedzica.

I tak minął nam kolejny, 29. już miesiąc. Stanowczo za szybko…

29. miesięcy za nami 4

29. miesięcy za nami 3

29. miesięcy za nami 2

29. miesięcy za nami 6

29. miesięcy za nami 7

29. miesięcy za nami 1

TO TEŻ CIĘ ZAINTERESUJE
Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • To niesamowite, jak nasze dzieci zmieniają się z miesiąca na miesiąc, czasem z tygodnia na tydzień. Jak nas zaskakują i nie raz rozśmieszają do łez. I pomyśleć, że kiedyś będziemy musieli wypuścić je z naszego gniazda… Takie to nasze macierzyństwo piękne i trudne i jednocześnie.

    • Wiesz, przyznam szczerze, że gdy jeszcze nie byłam matką, zawsze myślałam, że nie będę miała problemu, aby wypuścić swoje dzieci spod swoich skrzydeł. A teraz gdy już jestem matką okazuje się to być bardzo trudne. Najchętniej miałabym swoją córkę cały czas przy sobie.

  • Rośnie w oczach 🙂

  • Śliczna, radosna dziewczynka i mądra mama 🙂 Tak trzymać. No i cóż trzeba się pogodzić, że dzieci bardzo szybko rosną 🙂 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂 Aneta

    • Dziękuję za miłe słowa <3 Dzieci rosną stanowczo za szybko. Czasami chciałoby się zatrzymać czas, żeby móc bardziej się nimi nacieszyć.

  • Pewnie, że za szybko. Każdemu tak szybko mija!

  • Właśnie, szkoda, że tak szybko mijają te miesiące, zwłaszcza, kiedy dzieci są małe, a tyle już osiągnięć za nami, tej czystej radości i szczerych uśmiechów. Zmieniają się nasze pociechy, ale i my też podlegamy pozytywnej metamorfozie. 🙂
    Bookendorfina

    • Oczywiście, że my zmieniamy się wraz z naszymi dziećmi, bo to właśnie one wiele nas uczą i pokazują świat. Ale gdy już dorosną, nie będzie można cofnąć czasu i tego czego najbardziej będzie mi żal, to tej szczerej ślepej miłości i bycia całym światem dla tych maluszków.

  • Miło się to czyta 🙂 Jesteś super mamą!

  • moi-mili.pl

    czas płynie zdecydowanie za szybko, zgadzam się.
    mój mały Synek, mój okruszek-Leluszek kończy dziś… 5 lat!
    kiedy to się stało, ja się pytam? gdzie podziało się te 60 miesięcy?

  • Och Wychowanie

    Fajnie, że łapiesz te wyjątkowe chwile i umiesz cieszyć się nimi, zbyt szybko uciekają 🙂 Nie martw się też na zapas, każdy okres przynosi coś nowego, ale nie mniej fantastycznego. Potrafi też być cudownie, choć inaczej 🙂